Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 65.

niedziela, 25 sierpień 2013 17:08

NIECHCIANE KRAJOWE DROGI

Napisane przez 

Dobra infrastruktura i położenie blisko głównych szlaków komunikacyjnych to dla samorządu szansa na rozwój. Okazuje się jednak, że tylko w teorii. Bo droga krajowa biegnąca przez gminę – zamiast być atutem – okazuje się przekleństwem. Jak to często bywa, problemem są pieniądze.

Permanentny problem z drogą krajową mają władze Drawska Pomorskiego. DK 20 przebiega przez samo centrum miejscowości. – Od lat ten odcinek nie jest remontowany. A to co było robione do tej pory, trudno nazwać remontem. Załatanie dziury to nie remont! Trzy miesiące temu chciałem przejąć tę drogę, aby móc ją naprawić. Ale to według obowiązującego prawa nie jest możliwe – mówi Zbigniew Ptak, burmistrz Drawska Pomorskiego.

Podobna sytuacja jest w położonym kilkanaście kilometrów dalej Złocieńcu. – Na terenie naszej gminy znajdują się dwa newralgiczne punkty. Oba są położone na drodze krajowej numer 20. Nie ma tam ani krzyżówki, ani żadnego dobrze oznakowanego przejazdu. W efekcie ten odcinek trasy jest niebezpieczny. Zarezerwowaliśmy nasze grunty, żeby powstał tam węzeł drogowy. Jednak mimo to, nic się nie zmienia. Chociaż na własny koszt zrobiliśmy oświetlenie, to wciąż nie możemy doprosić się nawet ułożenia chodnika. To nasza największa bolączka. A co najważniejsze, to jest jedyna droga krajowa w okolicy – mówi Waldemar Włodarczyk, burmistrz Złocieńca w województwie zachodniopomorskim.

Dlaczego gmina nie może naprawić drogi, która leży na jej terenie? Bo ulice leżące w ciągu dróg krajowych należą do skarbu państwa – tak mówi ustawa. Z tego prostego powodu jej zarządcą jest Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. A gmina, czy powiat, nie mogą płacić swoimi pieniędzmi za coś, co do nich nie należy.

Droga przez mękę

Samorządy mimo to robią wszystko, żeby tę sytuację zmienić. – Właściwie nie wychodzę z gabinetu szefa oddziału szczecińskiego GDDKiA. Mam kilka grubych skoroszytów z monitami w tej sprawie. Niczego nie chcę sugerować, ale wygląda to na zwykłą złośliwość. To jest odcinek długości 5 kilometrów biegnący przez miasto. Jego remont kosztowałby około 9 milionów złotych. Dlaczego nie może podzielić go na etapy i po kolei remontować każdego fragmentu? – mówi burmistrz Ptak. Jak dodaje, sprawa jak zwykle rozbija się o pieniądze. – Cały czas słyszę, że nie mają środków na remont tej drogi – mówi burmistrz Ptak. Podobnie bezsilny jest burmistrz Włodarczyk. – Już nawet nie pamiętam, ile razy interweniowałem w GDDKiA. Urzędnicy jak mantrę powtarzają, że nie mają pieniędzy – mówi.

A jest o co walczyć. Dobrej jakości droga nie tylko pozytywnie wpływa na wizerunek miasta, ale jest wręcz w stanie przyciągnąć inwestorów. – Dla mnie estetyka miasta jest bardzo istotna. Remontujemy kamienice, wyburzamy stare budynki. Dbamy o jego wizerunek. A tu taka zakała w samym centrum! Również dla inwestorów to prawdziwy dramat. Wzdłuż tej trasy ciągnie się specjalna strefa ekonomiczna, która bardzo dobrze funkcjonuje. Zagraniczne delegacje są w szoku, jak możemy żyć z taką drogą. Tam, gdzie jest dobra droga, od razu miasto się lepiej rozwija. Wszystko oddałbym, żeby można ją było wyremontować.

Droga jak kukułcze jajo

Nie zawsze jednak samorządy rwą się do tego, by remontować „cudzą” infrastrukturę. Najczęściej sytuacja wygląda zgoła inaczej. Zgodnie bowiem z obowiązującym zapisem ustawy, odcinki dróg krajowych – z chwilą oddania do użytkowania ekspresówki – stają się drogami tych gmin, przez których tereny administracyjne przebiegają. Dlatego, paradoksalnie, prawdziwe problemy samorządów zaczęły się wraz z infrastrukturalną modernizacją Polski.

To, co dla rządu przed Euro 2012 było powodem do dumy, u samorządowców powoduje ból głowy. Bo wraz z rosnącymi jak grzyby po deszczu ekspresówkami i autostradami dotychczasowe drogi krajowe przechodziły pod opiekę gmin. Często jest tak, że ubogiego samorządu nie stać na remonty kilometrów szos. Droga więc niszczeje. Taka właśnie sytuacja jest między innymi w Swarzędzu, Łubowej i Pobiedziskach. Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad nie jest zarządcą dawnej drogi krajowej numer 5 z Poznania do Gniezna. Co to oznacza dla samorządów i dla kierowców?

Jeszcze w zeszłym roku trasa z Poznania do Gniezna była drogą krajową, ale po oddaniu do użytku ekspresowej „piątki”, zgodnie z przepisami, stała się tylko drogą gminną. Potwierdził to w środę Naczelny Sąd Administracyjny. – Dla gminnych budżetów to katastrofa. Samo utrzymanie letnie i zimowe drogi to koszt około miliona złotych, a na konieczny remont drogi od Pobiedzisk do Bugaja potrzeba 27 mln zł – mówił w rozmowie z Polskim Radiem burmistrz Pobiedzisk Michał Podsada. Rocznie na wszystkie inwestycje gmina ma nawet 8 milionów złotych. Dla kierowców oznacza to, że niestety, dawna krajowa piątka będzie w coraz gorszym stanie. A to prowadzi do spowolnienia ruchu, większej ilości wypadków i coraz gorszego stanu nawierzchni. Podobny problem miały gminy w województwie zachodniopomorskim. Po wybudowaniu drogi ekspresowej S3 musiały „przygarnąć” dawną krajową „trójkę”.

Jedni budują, inni płacą

Problem spornych dróg nie ogranicza się jednak tylko do ich konserwacji. Konflikt dotyczy też infrastruktury okołodrogowej. Najczęściej tego, kto ma płacić za oświetlenie ekspresówek, biegnących przez teren należący do samorządu. Ostatnio w takiej sytuacji znalazła się gmina wiejska Słupsk. Samorząd musi zapłacić Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad za oświetlenie obwodnicy znajdującej się na terenie gminy. Taką decyzję podjął pod koniec lipca Sąd Okręgowy w Słupsku. Gmina płacić nie chciała, bo samorządowcy twierdzili, że nie mieli wpływu na powstanie trasy. Sąd uznał natomiast, że samorząd musi płacić za oświetlenie obwodnicy, bo trasa nie jest drogą płatną. W sumie gmina będzie musiała zapłacić GDDKiA około dwustu tysięcy złotych. Eksperci tłumaczą, że źródłem problemów jest skomplikowana struktura zarządzania drogami i pomijanie lokalnej specyfiki w infrastrukturze.

– Po pierwsze utrzymanie dróg krajowych jest bardzo kosztowne i większość samorządów na to nie stać – mówi Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa. – Jednak, co ważniejsze, powinny funkcjonować co najwyższej dwa poziomy zarządzania. Powinno się zlikwidować chociażby Zarządy Dróg Powiatowych i oddać je we w administrowanie gminom. Drogami Krajowymi powinna zarządzać GDDKiA. No chyba, że taka droga ma duże znaczenie lokalne. Wtedy wpływ na nią powinna mieć władza lokalna – dodaje.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY