Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 65.

niedziela, 25 sierpień 2013 16:49

SAMORZĄDY POLUJĄ NA URZĘDNIKÓW

Napisane przez 

Jak po pracę – to do ratusza. Nikogo nie dziwi, że w czasach kryzysu trudno znaleźć zatrudnienie. Są jednak miejsca, gdzie praca dosłownie czeka na chętnych. Pracowniczą Ziemią Obiecaną stały się magistraty dużych miast. Bo też w Polsce nie ma właściwie metropolii, która nie szukałaby urzędników. Samorządowa administracja pęcznieje jednak i w mniejszych gminach. Tylko na urzędnicze „trzynastki” podatnicy wydali w 2012 r. 3,8 mld złotych. Problem w tym, że nawet specjalistom nie jest łatwo zdobyć w drodze konkursu taką posadę.

Z pozoru wakacje w pełni. Jednak tylko w drugiej połowie lipca upłynął termin nadsyłania dokumentów w ponad czterdziestu konkursach na wolne stanowiska urzędnicze. A to zaledwie wierzchołek góry lodowej: magistraty szukają dosłownie wszystkich – od informatyków po specjalistów w dziedzinie ochrony zieleni. Z miast wojewódzkich jedynie Rzeszów i Zielona Góra nie prowadziły w tym okresie naboru. – Duże miasta zatrudniają, ponieważ przygotowują się do obsługi nowej perspektywy budżetowej UE – mówi Agata Dąmbska, specjalista z Forum „Od-nowa”, organizacji pozarządowej, zajmującej się analizami sektora publicznego.

Jest w czym wybierać

Kogo szukają magistraty? Nabór trwa właściwie na wszystkie stanowiska. Warszawa szuka na przykład urzędnika ds. bezpieczeństwa i higieny pracy, Szczecin – podinspektora ds. wydarzeń o charakterze morskim, jednak tylko na pół etatu. Wrocław natomiast rekrutuje kandydatów na stanowisko ds. ochrony powietrza i przed polami elektromagnetycznymi. Miasto Gdańsk, tylko w lipcu, poszukiwało pięciu nowych pracowników. Jak zapewnia magistrat, wszystkie ogłoszenia to efekt powstania wakatów, a nie tworzenia nowych stanowisk. – Generalnie liczba etatów w naszym urzędzie od ładnych kilku lat kształtuje się na tym samym poziomie – mówi Michał Piotrowski z biura prasowego gdańskiego ratusza.

Biurokracja samorządowa systematycznie jednak puchnie. Rozrost lokalnej administracji najlepiej widać na przykładzie stolicy. Kiedy Hanna Gronkiewicz-Waltz obejmowała władzę sześć lat temu, stołeczny samorząd zatrudniał około 5,7 tysiąca urzędników. Pod koniec ubiegłego roku ratusz razem z urzędami dzielnic dawał już pracę ponad 7,7 tysiąca osób, co stanowi wzrost o 35 proc. Te liczby nie oddają do końca skali zjawiska, ponieważ – po pierwsze – nie uwzględniają zatrudnienia w spółkach samorządowych, które również znacznie wzrosło, a po drugie – stołeczne urzędy coraz częściej zlecają wykonywanie swoich zadań prywatnym firmom. Tylko w ubiegłym roku wydały na ten cel 30 mln złotych.

Ćwierćmilionowa armia

Liczba urzędników samorządowych systematycznie się zwiększała – aż do 2011 roku Wtedy ubyło 6 tysięcy etatów (łącznie było ich 246 tys.). Ta tendencja długo się jednak nie utrzymała. Na koniec 2012 r. było zatrudnionych już ponad 252 tysięcy pracowników. Zdaniem specjalistów, przejściowe zahamowanie wzrostowego trendu było wynikiem raportu Najwyższej Izby Kontroli z 2010 r., krytykującego politykę zatrudnienia w gminach. – Dziś administracja znów nie obawia się przyjmować nowych osób – podkreśla dr Stefan Płażek, adiunkt w Katedrze Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego. Oszczędzaniu na etatach nie służy też nowa ustawa śmieciowa. Od 1 lipca urzędników jeszcze przybywa, bo – wdrażając nowe prawo – samorządy musiały zatrudnić księgowego i poborcę podatkowego do realizacji obowiązków nałożonych przez nową ustawę. Zdaniem ekspertów, rosnące zatrudnienie w ratuszach to jeszcze nic.

– To, co jest bardzo przerośnięte, to podlegające gminom jednostki organizacyjne. Wójt nie decyduje o zatrudnieniu, na przykład w szkołach, ale na nie płaci. Jak wynika z naszych szacunkowych obliczeń, w całym sektorze samorządowym pracuje 1,8 miliona osób. Z czego 1,1 miliona w jednostkach organizacyjnych, a pozostali w urzędach i spółkach zależnych – mówi Agata Dąmbska.

U pana Boga za piecem

W powszechnej opinii to właśnie praca urzędnika uchodzi za bardziej stabilną i mniej stresującą, bo pozbawioną mechanizmów wolnorynkowej konkurencji. Myli się jednak ten, kto myśli, że na bezpieczne miejsce pracy w sektorze budżetowym mogą liczyć najlepsi. Na nieprawidłowości przy zatrudnianiu w samorządach zwraca uwagę choćby wspomniany raport NIK. Izba skontrolowała zatrudnienie czterech tysięcy urzędników. W skontrolowanych samorządach tylko połowa została przyjęta w drodze otwartego i konkurencyjnego naboru. Reszta pracę dostała w drodze tak zwanego awansu wewnętrznego. Czyli ze stanowisk nie-urzędniczych, głównie ze stanowisk pomocniczych i obsługi.

– W kryzysie ludzie zawsze tulili się do urzędów, a stworzenie etatu dla znajomego prezydenta miasta lub burmistrza to żaden problem – mówi dr Płażek. Z danych GUS wynika, że w 2012 r. nieznacznie rosły też pensje urzędników. Na przykład w urzędach miast średnia płaca wzrosła o około 150 zł i wyniosła ponad 4,5 tysiąca zł. W gminach zaś była wyższa o około 100 zł i wynosiła średnio 4 tysiące złotych.

– Myśląc w ten sposób, można dwa miliony osób zatrudnić w administracji i w ten sposób pozbyć się bezrobocia. Tyle, że to nie rozwiązuje problemów, a tworzy kolejne. W rzeczywistości za pensje urzędników płacą przedsiębiorcy i zwykli ludzie. Trzeba pobrać wyższe podatki na rzecz osób zatrudnionych przez urzędników. Poza tym gołym okiem widać, że zatrudnienie w administracji urosło w ciągu kilku lat. Zatrudnia się znajomych królika, ci są mało kompetentni, dlatego zatrudnia się kogoś, kto będzie za nich robić. I ten sposób dubluje się stanowiska. Takim przykładem są wszelkie komitety polityczne – mówi Ireneusz Jabłoński z Centrum im. Adama Smitha.

Niebezpieczny trend

Wbrew pozorom, Polska nie jest jednak wcale republiką urzędników. Wręcz przeciwnie. Polska i Litwa mają najniższe wskaźniki liczby urzędników na mieszkańca. Dla porównania na przeciwnym biegunie są Niemcy, Francja i Wielka Brytania. U naszych zachodnich sąsiadów pracuje prawie półtora miliona urzędników, a więc ponad trzykrotnie więcej niż nad Wisłą – choć liczba mieszkańców Niemiec jest tylko nieco ponad dwukrotnie większa niż w Polsce.

Optymistyczne nastroje studzą jednak ekonomiści. Bo mimo, że nad Wisłą z zatrudnieniem w administracji nie jest jeszcze tak źle, to już sam trend jest niebezpieczny. – Szczególnie w takich krajach, jak Grecja i Hiszpania, tworzono dodatkowe miejsca pracy w administracji. A w trakcie kryzysu gospodarczego to kontynuowano. Okazało się to bardzo nieskuteczne. Faktycznie, panuje jakiś dziwny trend do zwiększania zatrudnienia w administracji. Nie wiem, czy chodzi o to, że im więcej osób się zatrudni, tym mniejsze będzie bezrobocie?... Jakby urzędnicy zapominali, że to nie oni, a firmy tworzą PKB. Bo każda złotówka wydana na administrację idzie z naszych podatków – mówi w rozmowie z Magazynem Samorządowym „Gmina” Ryszard Petru, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY