Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 53.

wtorek, 23 lipiec 2013 22:23

CZASAMI PUSZCZAJĄ MI NERWY…

Napisane przez 

Rozmowa z burmistrz Wałcza, Bogusławą Towalewką – jedną z trzech osób najkrócej urzędujących na tym stanowisku w Polsce

Jak rządzi się kobiecie?

Wydaje mi się, że trudno, bo właśnie kobietom najczęściej podcina się skrzydła, chociażby takim stwierdzeniem: „A co ona tam wie?!”. Faktem też jest, że kobiety mają niższe wynagrodzenie od mężczyzn na równorzędnych stanowiskach. Wystarczy też zauważyć, ile kobiet jest w rządzie: Elżbieta Bieńkowska, Ewa Kopacz, Barbara Kudrycka i Joanna Mucha. Ile jest kobiet wojewodów, marszałków, ile w zarządach spółek Skarbu Państwa?! Ja też nie jestem typową kobietą i pochodzę z domu, w którym zawsze prym wiodła mama. Tak też było z moją teściową. Kobiety są u nas silne.

Wałczanie musieli wcześniej pójść na wybory po przerwanej kadencji zmarłego burmistrza Zdzisława Tuderka. Namawiano Panią na kandydowanie?

Tak, ale to też była z mojej strony potrzeba zrobienia czegoś istotnego, tworzenia miasta, w którym chce się żyć i które zachęca do działania.

Była Pani jednym z czterech kandydatów. Wygrana była dość wyraźna. Co o tym zadecydowało?

Długoletni związek z Wałczem. Może nie od urodzenia, bo pochodzę z Wyrzyska, ale Wałcz to moje miasto, jestem tu już bardzo silnie zakorzeniona. Tu poznałam męża, urodziłam dziecko, mam bardzo dużo znajomych. Przez wiele lat byłam dyrektorem Zakładu Oświatowego w Wałczu. Po raz pierwszy wałczanie zaufali mi, wybierając na posła. To też świadczy o związku z mieszkańcami. Wiele lat przepracowałam w samorządzie. Ale była w tym też przewidywalność, bo pochodzę z ugrupowania poprzednika, a burmistrz cieszył się bardzo dużym zaufaniem. Myślę też, że ludzie mnie znali z nie najgorszej pracy.

Mimo tak krótkiego stażu – zaledwie pół roku – mocno dosięga Panią krytyka?...

Jakoś sobie z nią radzę, chociaż z nieuzasadnioną – niekoniecznie. Czasami nerwy mi puszczają. Co będzie dalej? Nie wiem. Zbieram trochę „nie za swoje”. Myślę, że za poprzednika ilość inwestycji była za duża. Przy budżecie 66 mln zł, przeznaczono na nie 39 mln zł. Nie mam też dla wałczan dobrych wiadomości: w związku z tym ani w tym roku, ani w następnym nie będzie lepiej.

Pani kadencja oznacza dla wałczan duże zmiany czy kontynuację?

W każdym przypadku trzeba kontynuować różne projekty. Przede wszystkim ratusz musi rozliczyć inwestycje ze środków unijnych: termomodernizację obiektów użyteczności publicznej – wszystkich szkół i przedszkoli, MOPS-u, budowę skansenu na Wale Pomorskim, tzw. „Cegielnię”, nabrzeże jeziora Raduń, ścieżki rowerowe, remont ulicy Kolejowej. To ważne, bo zostały w nie włożone środki miejskie, na których zwrot bardzo liczymy. Nie bez znaczenia jest również, w jakiej wysokości je odzyskamy.

Wiem, że nastąpi korekta, ale należy podkreślić, że marszałek województwa zachodniopomorskiego przesunął nam rozliczenie do końca maja (pierwszy termin był wyznaczony na 8 marca – dop. aut.). Nigdy nie było jeszcze takiej uchwały zarządu. Uważam to za duży plus.

Natomiast audyty wypadły nie najlepiej. W związku z tym trzech pracowników z Wydziału Inwestycji odeszło. Trzeba było poszukać takich osób, które sobie z tym poradzą. Nowi pracownicy mają m.in. zadanie sprawdzić wszystkie inwestycje pod kątem uchybień prawnych i projektowych. Zmieniłam też strukturę urzędu. To było najbardziej absorbujące w pierwszych miesiącach mojego urzędowania. No i, oczywiście, wchodząca w życie ustawa śmieciowa.

Może Pani realizować własne pomysły?

Do tej pory niewiele. Tylko takie, które nie wymagają dodatkowych pieniędzy. Na razie muszę odłożyć realizację wyborczych historii.

A dotyczyły one?...

Skupione były wokół turystyki. Zresztą jej rozwojem zainteresowani są wszyscy. Rzeczywiście, aż się prosi, żeby zagospodarować półwysep Strączno – tyle że znajduje się on w obszarze „Natura 2000” i „Dorzecza Gwdy”, a także mikoryzy endotroficznej.

Chcemy stworzyć plan zagospodarowania przestrzennego półwyspu i raczej oddać go w dzierżawę. Wokół jeziora już funkcjonuje MOSiR, jest szansa na odbudowę hotelu „Widok”, w północno-wschodniej części akwenu mamy „Morzycówkę” – Ośrodek Edukacji Leśno-Ekologicznej (należący do Nadleśnictwa), po drugiej stronie jeziora – Centralny Ośrodek Sportu „Bukowinę”.

W ostatnim czasie na nabrzeżu oddano do użytku promenadę. To takie miejsce, żeby usiąść, napić się kawy i patrzeć na jezioro. Stoją na niej trzy drewniane domki – jednak w najbliższych latach, zgodnie z wymogami o udzieleniu dotacji na inwestycję, gmina nie może czerpać korzyści z ich wynajmu. W tej sprawie napisaliśmy pismo do marszałka województwa zachodniopomorskiego, bo chcielibyśmy ogłosić konkurs na ich zagospodarowanie w zamian za użyczenie za darmo. Weźmiemy pod uwagę projekty oryginalne, wymagające i odzwierciedlające klimat.

Drugi pomysł, jaki mam w zanadrzu, to budowa domu dla osób starszych, który pozwoli im na samodzielność, jednocześnie z opieką, miejscem na wspólne spotkania, rozmowę, zagranie w szachy. Będą mogły w nim zamieszkać po zdaniu własnego mieszkania. Te z kolei zostaną zagospodarowane na lokale komunalne dla osób, które starają się o nie w Urzędzie Miasta, bo nie mają pieniędzy na zakup własnościowych.

Po raz kolejny temat obwodnicy schodzi na dalszy plan. Nie ma szans na jej budowę do 2020 r., ale jest projekt alternatywnej, wewnętrznej obwodnicy.

Następny pomysł do zrobienia to ożywienie „trójkąta” między ulicami Nowomiejską (część drogi K10) i Kołobrzeską (trasa W163) poprzez połączenie ich drogą. Tę być może udałoby się sfinansować ze „schetynówki”, ale na realizację całego projektu, także z infrastrukturą wodno-kanalizacyjną, potrzebujemy 22 mln zł. Działki wyodrębnione na tym terenie oddane zostałyby w wieczyste użytkowanie.

Jak się układa Pani współpraca z radą?

Delikatnie mówiąc, to nie jest proste. Nie twierdzę, że bardzo źle, bo to byłoby krzywdzące – i rada też nie jest od tego, żeby głaskać. Ale brakuje wspólnej wizji i współpracy, a często zastępuje je polityka, chociażby przy okazji promenady, przy oddaniu której było tyle zamieszania.

Powołanie Marka Mateli − kontrkandydata w pierwszej turze − na stanowisko wiceburmistrza to zielone światło dla młodych, że teraz jest dla nich miejsce w samorządzie?

Nie zachwycam się młodością dla młodości. To atut − większa energia, przebojowość – ale na tym stanowisku liczy się przede wszystkim doświadczenie, spory dystans, umiejętność wyważania racji, bo podejmowane decyzje są kluczowe dla lokalnej społeczności. Burmistrz Waldemar Lechnik to właśnie fachowość, umiejętność analizy, dystans do spraw. Z kolei Marek Matela jest młody, ale się uczy, widzę, że się angażuje. Wnosi energię do ratusza.

Rozpoczęła Pani urzędowanie w momencie, który się zbiegł z realizacją ustawy śmieciowej przez gminy. Jak Wałcz jest do niej przygotowany?

Pozwolę sobie na komentarz. Sama idea jest dobra, bo wymusza segregowanie, a to po prostu większa dbałość o środowisko. Do 2017 r. pięćdziesiąt procent śmieci powinno być oddawanych po selekcji i państwa dużo bogatsze od Polski robią to od wielu lat.

Tylko w sferze odbioru to już nieuczciwa konkurencja. Po wprowadzeniu ustawy zaistniała taka sytuacja, bo wykluczono firmy komunalne. W Wałczu jest Zakład Komunalny, który nie mógł wziąć udziału w przetargu. Taką możliwość miały spółki komunalne, pod warunkiem dobrego wyposażenia, ale i tak w konfrontacji z wielkimi koncernami szansa na wygranie przetargu była nikła. Tym sposobem wpuściliśmy na rynek koncerny, które wygrały większość przetargów, bo mają potężne zaplecze finansowe, o wiele większe możliwości zaopatrzenia w pojemniki. Ponieważ jest na nie ogromny popyt, ich ceny wzrosły, a firmy nie są w stanie wyprodukować dostatecznej ilości pojemników. Do tego muszą mieć różne kolory. Większe firmy będą je sprowadzać od producentów np. z Grecji. Rozumiem, że jest Europejski Biuletyn Zamówień Publicznych i musieliśmy tam ogłosić swój przetarg. Rozumiem, że jest wolny rynek, ale według mnie ustawa powinna być tak napisana, żeby gmina miała możliwość znalezienia własnego sposobu na odbiór śmieci – bądź przez ogłoszenie przetargu, bądź dostosowanie własnego zakładu komunalnego.

Rynek śmieciowy obliczony jest na około 10 mld zł i lekką ręką oddaliśmy te pieniądze koncernom. W Wałczu przetarg wygrał Remondis-Fiuk. 350 zł kosztować będzie tona odpadów zmieszanych i 1900 zł tona śmieci posegregowanych. Przewidujemy, że rocznie miasto odda 400 ton śmieci posortowanych. Jak to będzie funkcjonować? Trudno powiedzieć. Musimy dać sobie trochę czasu. Cała Polska ma z tym problem. Wałcz nie jest odosobniony.

Jakie są możliwości wałczan, by przyjść i powiedzieć burmistrz, że gdzieś jest dziura, coś nie działa, coś trzeba naprawić?

Nie ma najmniejszych trudności. Chociaż z hasłem wyborczym „Blisko Waszych spraw” trochę przeholowałam. Nie do końca byłam świadoma, ile spraw na mnie spadnie. Chodzi przede wszystkim o inwestycje, w tym nad jeziorem Raduń. Kiedy obejmowałam to stanowisko, najpilniejszym zadaniem było przedłużenie w Urzędzie Marszałkowskim umowy na tę inwestycję, aby wykonawca mógł ją dokończyć, poprawić niedociągnięcia.

Doszły inne inwestycje, wdrażanie ustawy śmieciowej, to była końcówka roku itd. Ale – tak mi się wydaje – od mieszkańców się nie odsunęłam. Zawsze można zaczepić mnie na ulicy i wałczanie to robią. Poza tym poniedziałki są dla interesantów. Każdy mieszkaniec Wałcza może przyjść, porozmawiać, a także napisać.

Widać zresztą, że wałczanie interesują się swoim miastem. Raz zjawił się mieszkaniec Osiedla Tysiąclecie i zgłosił całą listę rzeczy, które trzeba załatwić. Na spotkaniu zaczepiła mnie kobieta i poinformowała, że przy ulicy Bydgoskiej, od piekarni, w kierunku wyjazdu z miasta, nie ma koszy na śmieci. I to jest ważna wiadomość ze spotkania. Na sesji dowiaduję się, że gdzieś brakuje oświetlenia. Powiem więcej: oczywiście, że to jest do zrobienia. Nie zakładam przecież, że my, urzędnicy, wiemy o wszystkim. Natomiast jeśli ktoś zgłosi, że trzeba wyremontować ulicę, to nie będę oszukiwać, że to jest możliwe. Po prostu nie ma na to pieniędzy. Ograniczymy się do załatania dziury.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY