Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 53.

wtorek, 23 lipiec 2013 22:14

ANOMALIE ZAWODOWE

Napisane przez 

Deszcz nie deszcz, śnieg nie śnieg, a opady trzeba zmierzyć. Punktualnie o siódmej rano!

Tuż po minięciu Karsiboru, zmierzając w kierunku Jarogniewia, po prawej stronie drogi, na wysokości 125 m n.p.m., stoi dom. W jego obejściu, już od ponad sześćdziesięciu lat, mierzy się opady. Przez lata jednak mało kto w okolicy wiedział, że jest tu stacja meteorologiczna, choć to jedna z najdłużej funkcjonujących w regionie. Może przesądził fakt, że to oddalona od centrum wsi posesja. Większość ludzi w Karsiborze dowiedziała się, jak wyjątkowe to miejsce, dopiero gdy o stacji napisały lokalne „Wieści Gminne”.

W jednej rodzinie sześćdziesiąt lat

Od 2000 roku stację opadową w Karsiborze prowadzi Krystyna Patora. Pracę odziedziczyła po mamie – Annie Subocz – ale to znacznie dłuższa, rodzinna historia.

− Zaczęło się od ciotki, Heleny Głazak, która mieszkała w bloku na terenie PGR – rozpoczyna opowieść pani Krystyna. − Wokół posterunku meteorologicznego, czyli metalowego pojemnika (tak to mniej więcej wygląda do dziś – dop. aut.), kręciły się dzieci. Ściągała je nie tylko ciekawość, ale często chciały coś najzwyczajniej spsocić i dolewały wody do miernika, więc badania wypadały niewiarygodne. Stację trzeba było przenieść.

Posesja Suboczów, tak jak z domu nazywa się pani Krystyna, stoi na uboczu, poza granicami wsi. I okazało się, że jest to nie tylko idealne miejsce, wyizolowane, gdzie nikt nie zakłóca pomiarów, ale na dodatek otacza je wręcz tajemnica: wielu sąsiadów do dziś reaguje zdziwieniem na wiadomość, że w Karsiborze jest stacja meteorologiczna.

Po ciotce Głazak, która zrezygnowała z pracy telefonicznie, pomiarem opadów zajął się Kazimierz Subocz − 17-letni wówczas brat pani Krystyny. – Uczył się w Wałczu na krawca, ale mimo szkoły miał zacięcie do systematycznego badania – opowiada Krystyna Patora. − Kiedy poszedł do wojska, pracą zajęła się mama, Anna Subocz. I to ona, jak do tej pory, miała najdłuższy staż.

Jeszcze w 2000 r., mając 90 lat, powoli wychodziła na podwórko i mierzyła. Zastąpiła ją córka – Krystyna Patora, najpierw jej pomagając, potem przejmując obowiązki. W 2007 r., po śmierci matki, podpisała umowę z poznańskim oddziałem Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej – i tak odziedziczyła tę pracę. Zapytana, jakie są z tego zarobki, odpowiada niechętnie, chociaż mówi, że to bardziej symboliczna zapłata niż „kokosy”. Traktuje tę pracę bardziej jako pasję, która bardzo wciąga.

Podkreśla, że jest bardzo systematyczna, co potwierdza jej syn Marcin Patora, który w umowie z instytutem zapisany jest jako „zastępca”, na przykład na czas wyjazdu. Żartuje, że jak mama nie mierzy – to ogląda wiadomości z pogodą i bardzo się pasjonuje, zwłaszcza jak przez Europę przetacza się taka ulewa, jak ostatnio. W „brudnopisie” nazywanym przez niego „Pamiętnikiem z gradobicia” zapisuje, ile spadło deszczu na Śląsku i Słowacji. Odnotowuje, że w Bawarii nie było takich opadów od 500 lat, a poziom Dunaju podniósł się w tym czasie o 12 metrów.

Doba zaczyna się o siódmej rano

Z końcem roku Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Poznaniu, zazwyczaj pocztą, dostarcza pani Krystynie „Dziennik do zapisywania spostrzeżeń opadowych” na przyszły rok. Każdego dnia, o siódmej rano, notuje się w nim obserwacje pogodowe: mgły, ilość śniegu lub deszczu, jaka się zebrała, oraz burze. Raport miesięczny wysyła się również tradycyjnie – pocztą – do Poznania.

− „Dziennik” niczym nie różni się od kalendarza. Tyle że doba zaczyna się o siódmej rano – wyjaśnia pani Krystyna. − Tego, czy pomiary zrobiłam o siódmej rano, nikt nie jest w stanie sprawdzić – dodaje. Ale – jak zapewnia – wykonuje je punktualnie. – A kiedy w ciągu dnia pada deszcz, idę sprawdzić, z czystej ciekawości, ile centymetrów wody napadało do zbiorniczka (poprawnie nazywanym deszczomierzem typu Hellmanna – przyp. red.) – mówi.

− Jeśli deszcz pada między godziną 16 a 17, to opady „zalicza się” na poczet następnego dnia – wyjaśnia niuanse pomiarów pani Krystyna.

Bardzo ciekawe jest mierzenie pokrywy śniegowej, do czego stosuje się odmienną metodę. Jeśli na ziemi zalega pięciocentymetrowa warstwa śniegu, a na blasze, o powierzchni jednego metra sześciennego, pojawią się dwa centymetry opadu, „stary” śnieg dodaje się do „świeżego”.

− „Krzyżyk” w dzienniku oznacza śnieg – tłumaczy zapis pani Krystyna. − Dwa krzyżyki, występowanie tylko na połowie połaci, „śl.” − ślady, a kropka jest równoznaczna z brakiem pokrywy śniegowej. Gatunki określa się w skali od zera do dziewięciu. W naszych okolicach najczęściej jest to śnieg puszysty, świeży, któremu przypisana jest jedynka lub mokry  (lepki) z numerem piątym, czasami szreń o powierzchni zlodowaciałej, łamliwej, który oznacza się jako szóstkę.

Literatura specjalistyczna

Wszystkie wskazówki, jak prowadzić dziennik, Krystyna Patora znajduje w kilkustronicowej książeczce z 1992 r.: „Wskazówki dla posterunków opadowych” wydanej przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Wcześniejszy podręcznik Feliksa Janiszewskiego jest z 1974 r., a najstarszy, którego również jest posiadaczką, z 1949 r. „Instrukcja dla Stacyj opadowych sieci polskiej” Państwowego Instytutu Hydrologiczno-Meteorologicznego. Ten egzemplarz pewnie jest już na rynku „białym krukiem”, znanym wyłącznie pasjonatom.

Po latach obserwacji pogodę w naszym regionie określa jako stabilną ze sporadycznymi wyjątkami. Kiedy 29 lipca 2011 r. w ciągu godziny spadło 17 cm wody, wysłała meldunek do Warszawy: „Komunikuję, że w dn. … spadł ulewny deszcz…”. W komunikacie najważniejsze, co trzeba określić, to początek, przebieg, koniec i skutki ulewy. Ostatnie sprawozdanie do Warszawy sporządziła 25 czerwca tego roku. Tego dnia spadło 37,2 litry deszczu na metr kwadratowy. Dla porównania przez cały kwiecień było raptem 20 litrów opadów.

Z pracownikami instytutu osobistego kontaktu nie ma. Stację odwiedzają sporadycznie. Przyjechali z Warszawy trzy lata temu. Ostatni raz byli 14 maja tego roku. Dostarczyli nową blachę do pomiaru śniegu o wielkości metr na metr. Wcześniejsza była „domowej” roboty. – Łatwiej na równej powierzchni zmierzyć śnieg niż prosto z ziemi – mówi Krystyna Patora. – A tak poza tym nie mieli uwag, że coś notuję źle.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY