Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 53.

wtorek, 23 lipiec 2013 22:12

ZMIERZCH WIEJSKICH PRZYCHODNI

Napisane przez 

Jeszcze dwie dekady temu w każdej większej wsi funkcjonowała przychodnia lekarska. Wiele takich placówek ludzie budowali w czynie społecznym jeszcze do lat 80. XX wieku. Śmiało można powiedzieć, że stały dostęp do opieki medycznej był osiągnięciem. Jednak już od wielu lat wiejskie ośrodki zdrowia masowo znikają. Nie walczą o nie ani lekarze, ani pacjenci. Zjawiska tego nie da się wytłumaczyć tylko względami ekonomicznymi.

W Wałczu jeszcze kilka lat temu były cztery placówki medyczne: w Dębołęce, Lubnie, Szwecji, Różewie. Do dzisiaj przetrwała jednak tylko jedna z nich. Co się stało?

Do wiejskiej przychodni po recepty

Ośrodek Zdrowia w Dębołęce funkcjonował od pierwszej połowy lat 60. Budynek został postawiony w czynie społecznym przez mieszkańców wsi. Od około dwóch lat nie ma lekarza, który przyjmowałby tu pacjentów. Co więcej, brakuje chętnych, by się w tej placówce leczyć, a w efekcie przychodnia – skądinąd, w całkiem niezłym stanie – jest nieczynna i świeci pustkami.

Ostatniego lekarza, chirurga z drugim stopniem specjalizacji, zatrudniał Niepubliczny Zakład Opieki Zdrowotnej „Salus” z Wałcza (wydzierżawił budynek od gminy), ale z jego pomocy korzystały przede wszystkim osoby starsze. Przy czym chodziło głównie o wypisanie recept, które w miejskiej aptece mógł zrealizować ktoś z rodziny lub sąsiadów. Jednak na specjalistyczne badania trzeba było i tak jechać do Wałcza.

Jeszcze w 2009 roku Sylwia Trojanowska, założycielka spółki „Salus”, zwróciła się do Rady Gminy o zgodę na wykup przychodni. Własność była warunkiem otwierającym drogę do funduszy unijnych, które z kolei umożliwiłyby dostosowanie przychodni do wymogów Unii Europejskiej (niezbędny remont, dostosowanie budynku do potrzeb osób niepełnosprawnych, zakupienie sprzętu). Trojanowska wyceniła te prace na 100 tysięcy złotych.

Rada Gminy Wałcz uchwałą odrzuciła jednak jej wniosek. Radna w poprzedniej kadencji, Aldona Piaskowska, uważa, że to była w tamtym czasie słuszna decyzja i nie było powodu, by gmina musiała się pozbywać obiektu. Tłumaczy również, że o dotacje można się starać – nawet jeśli dzierżawi się pomieszczenia lub korzysta z nich na podstawie umowy użyczenia. Warunkiem jest umowa na minimum 5 lat.

Podobnie sytuację można opisać w Szwecji. Jeszcze dwa lata temu przez pięć dni w tygodniu czynny był tu ośrodek zdrowia. Zdaniem sołtys Szwecji, Jadwigi Naranowicz, problem pojawił się, gdy zmienił się lekarz. Nowego nie akceptowali mieszkańcy. Na 930 z nich tylko dwudziestu złożyło deklaracje. W tej chwili na stronie gminy wciąż widnieje ogłoszenie, że budynek jest do wydzierżawienia, jednak Naranowicz wciąż ma nadzieję, że ośrodek zdrowia we wsi zostanie reaktywowany. Problem w tym, że nie ma ofert od lekarzy, którzy chcieliby tu pracować.

Chętni do pracy są emeryci

Prawda jest taka, że lekarze omijają wiejskie przychodnie, wybierając pracę w dużych, miejskich szpitalach. I to mimo tego, że przez szefów ośrodków kuszeni są bardzo dobrymi ofertami: wysokim wynagrodzeniem, dowolnym rodzajem umowy, a nawet mieszkaniem. – Kiedyś dla lekarza zaraz po studiach to był dobry start w zawodzie – zauważa jeden z mieszkańców wsi Dębołęka, wspominając młodych, zaangażowanych lekarzy, którzy pracowali tu od lat 60.

Teraz na ofertę pracy zwykle odpowiadają lekarze emeryci, którzy chcieliby dorobić, pracują jeden lub dwa dni w tygodniu – więc automatycznie powstaje problem ze skompletowaniem załogi medycznej.  

To już nie problem gminy

Obroniła się, jak na razie, przychodnia w Różewie. Przejął ją również NZOZ „Salus”. Funkcjonuje, bo korzystają z niej nie tylko mieszkańcy tej wsi (mieszka w niej ok. 800 osób), ale również dojeżdżający z Chwiramu (800 mieszkańców) i Gostomi (400).

Sam budynek w Dębołęce, w dobrym stanie i jeszcze nadający się do użytku, jest przedmiotem debat powracających na sesjach Rady Gminy. Przypomina o nim radna Bogusława Wojdyła. − Co będzie w opuszczonym budynku? – dopytuje się. – Jeśli zgłosi się ktoś zainteresowany zagospodarowaniem tego budynku, gmina może go udostępnić nieodpłatnie – deklaruje w odpowiedzi zastępca wójta gminy Wałcz, Janusz Bartczak. Oczywiście, na najemcy będą spoczywały opłaty za media i ogrzewanie. W ten sposób rozwiązałby się problem pustego i, siłą rzeczy niszczejącego budynku.

Jak na razie nikt nie jest zainteresowany wynajęciem wolnych pomieszczeń w tym budynku – nawet na działalność gospodarczą, nie mówiąc już o usługach medycznych. Być może urząd przeznaczy je na lokale gminne. W tej chwili na rozpatrzenie czeka dwieście podań o mieszkanie.

Natomiast, jak wyjaśnia zastępca wójta, „mechanizmy się zmieniły i gmina nie ma obowiązku zatrudniania lekarzy”. Prostym rachunkiem ekonomicznym tłumaczy to, dlaczego nie udało się jej przywrócić. − Taka placówka musi się sama utrzymać – mówi. – Żeby mogła funkcjonować, potrzebnych jest około tysiąca deklaracji, a ani w Szwecji, ani w Dębołęce lekarze tyle ich nie zebrali. Ze Szwecji i Zdbic, gdzie jest łącznie 1100 mieszkańców, napłynęło dwieście deklaracji – podkreśla. − Prawda jest też taka, że dzisiaj większość osób ma własny transport i korzysta ze szpitala w Wałczu, bo przy okazji można zrobić specjalistyczne badania – dodaje.

Inny obrót przybrały sprawy w Mielęcinie (wieś w sąsiedniej gminie Człopa, w województwie zachodniopomorskim). Po wielu latach batalii mieszkańców wsi z włodarzami gminy o zachowanie szkoły podstawowej, placówka została zamknięta. Na jej miejsce w pomieszczeniach budynku zorganizowano przychodnię. − O tyle dobrze – mówi sołtyska Mielęcina Katarzyna Goleniowska. – To ważne, żeby we wsi był lekarz, głównie dla ludzi starszych. Tych najbardziej mi szkoda, bo młodzi, jak trzeba, to do Człopy dojadą – kwituje.

Jak w serialu „Doktor Ewa”

Sołtys i sołtysowa z Dębołęki, Zenon i Wiesława Gruchotowie, z sentymentem wspominają dawnych lekarzy. Były czasy, kiedy byli oni niemalże na każde przysłowiowe „zawołanie”. Dla przychodni była to epoka świetności. – To byli dobrzy, przystępni lekarze: Liszewscy – mąż lekarz, żona dentystka, z najdłuższym stażem tutaj – Janusz Gralak, dwa lata Grzegorz Karczewski z Warszawy, krótko Krzysztof Okrasa, Ewa Musiał-Mróz i ostatnio Jerzy Sołtys – wymieniają. Opisują także samą przychodnię. − W budynku nie tylko był gabinet lekarski, ale także pomieszczenie na zabiegi, poczekalnia, mała rejestracja i gabinet dentystyczny. Ostatni przyjmujący tu lekarze dojeżdżali do wsi, natomiast były czasy, że mieszkali, na pierwszym piętrze, w budynku. Teraz „góra” została sprzedana dwóm rodzinom na mieszkania. Czasami, jak to na wsi, pacjenci za pomoc odwdzięczali się jajkami albo kurą na rosół, a lekarz wezwany do chorego przyjeżdżał rowerem – opowiadają.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY