Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 58.

wtorek, 23 lipiec 2013 21:44

NIE PRZESADZAJMY STARYCH DRZEW…

Napisane przez 

Wielu z nas lubi wyrzekać, że starość się Panu Bogu nie udała. Nie przeszkadza nam to żyć coraz dłużej.

Średnia wieku w Polsce osiąga już prawie78 lat, czyli tylko o sześć lat mniej niż w przodującej pod tym względem Angorze (średnia około 84 lata – dane za 2011 r.), a o 34 więcej niż w Afganistanie (średnia życia około 44 lata). Te liczby potwierdzają, jak istotna jest obecność ludzi starszych w naszych lokalnych społecznościach. Widać to zwłaszcza w wioskach znacznie oddalonych od wielkich aglomeracji. Nikogo nie dziwi widok staruszków siedzących na ławeczkach przed domami.

Niestety, jest to smutny obrazek, ponieważ metryka często skazuje tych ludzi na samotność, a jedynym jasnym promieniem w ciągu dnia jest wizyta opiekunki zatrudnionej przez Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej. Choć świętujemy kolejne jubileusze, obawiamy się jesieni życia, gdyż nieuchronne starzenie kojarzy się nam z chorobami, smutkiem, rezygnacją z dawnych pasji i oczywiście z kresem życia. Faktycznie, tylko co dziesiąta osoba po 60. roku życia ma szczęście starzeć się pozytywnie, to znaczy wolniej niż wskazuje na to PESEL. Jest to okres „trzeciej młodości”, pozbawiony dodatkowych chorób, które (starzenie patologiczne) nakładają się na fizjologiczny proces stopniowego pogarszania się funkcji życiowych organizmu.

Starość paradoksalnie szczęśliwa

I właśnie ten czas – między 60. a 74. rokiem życia (starość wczesna) – może stać się tym najszczęśliwszym. Udowodniono, że o wiele wolniej starzeją się osoby prowadzące aktywny tryb życia. Niektórzy świadomie rezygnują z własnych pragnień i całkowicie angażują się w świadczenie usług na rzecz rodziny. Inni, którzy nie dadzą się wmanewrować w utrzymywanie niepracującej części rodziny, gotowanie obiadów, spłaty kredytów lub codzienne niańczenie wnucząt, mają wreszcie czas dla siebie i świat staje przed nimi otworem! Portale społecznościowe wspomagają w odnowieniu dawnych znajomości i nie jest już zaskoczeniem widok staruszka z laptopem.

Rzecz jasna, nie neguję pozytywnej roli funkcjonowania rodzin wielopokoleniowych, kiedy to najstarszy z rodu jest swego rodzaju wyrocznią, źródłem informacji o historii rodziny oraz orędownikiem tradycji, w zamian otrzymując miłość, opiekę i szacunek. Takie osoby czują się potrzebne po kres swego życia i, o ile nie zepsuje tego postępujące otępienie , ich starzenie przebiega w sposób łagodny i nigdy nie dotknie ich poczucie odrzucenia.

Wczesny okres starości, czyli między 60. a 74. rokiem życia ma kolosalny wpływ na kolejne etapy starzenia się. To czas, kiedy jesteśmy jeszcze niezależni od innych, toteż powinniśmy pomyśleć o zapewnieniu sobie godziwych warunków, by kiedyś nie „przesadzono nas” wbrew naszej woli. I tak, zawczasu, należy zadbać o swoją sprawność fizyczną, uporządkować sprawy majątkowe, zdecydować o miejscu zamieszkania, zabezpieczyć ewentualne wsparcie w chwilach, kiedy nastąpi pogorszenie naszego zdrowia. Przeprowadzenie się do mieszkania zlokalizowanego na czwartym piętrze w bloku bez windy jest zupełnie pozbawione sensu, podobnie jak przepisywanie domu na osoby bliskie bez zapewnienia sobie dożywocia. Znam wiele przygnębiających historii starszych ludzi, którzy zaufali swoim obecnym prześladowcom.

Renesans kultury lokalnej

Kiedy już poukładamy od nowa swoje życie, pora zacząć korzystać z jego uroków. Pomoże w tym dobrze zorganizowana wioska i gmina. Koła Gospodyń Wiejskich oraz zespoły ludowe na nowo powróciły do łask i przestały nam się kojarzyć z czasem słusznie minionym. Z podziwem spoglądam podczas gminnych uroczystości na moje pacjentki, które zaledwie kilka dni wcześniej wyrzekały w moim gabinecie na liczne przypadłości sędziwego wieku, a teraz uśmiechnięte i bardzo szykowne, przebrane w strój ludowy, z zaangażowaniem serwują swojskie pierogi lub podrygują na scenie, śpiewając ludowe przyśpiewki. Zespół Jarzębina i popularność piosenki przygotowanej na Euro zdecydowanie przyczyniły się do zmiany postrzegania tej formy aktywizacji osób starszych. Te energiczne kobiety w różnym wieku udowodniły, że można czerpać radość życia pełnymi garściami bez względu na metrykę. Na szczęście wielu im pozazdrościło sławy i witalności, toteż powrót do tradycji stał się znowu modny.

Spotkania wielu pokoleń są nieocenione w radosnym funkcjonowaniu lokalnych społeczności. Widzę tu ogromne pole do popisu dla sołtysów i Gminnych Ośrodków Kultury, nawet w niewielkich miejscowościach. Wystarczy znaleźć cel, który zmobilizuje mieszkańców, a wieś przestanie zionąć nudą i choroby przestaną być głównym tematem rozmów. Konkursy na najpiękniejszy ogród przy domu albo wspólne pisanie jajek wielkanocnych integrują i zmuszają do wyjścia z domu. Cieszą mnie stwierdzenia pacjentów, że „nie mają czasu chorować”, bo jutro występują w sąsiedniej gminie, a pojutrze uczestniczą w wieczorze autorskim w bibliotece.

Z przyjemnością wygłaszam prelekcje na zaproszenie słuchaczy Uniwersytetu Trzeciego Wieku – oni bowiem najchętniej korzystają z porad lekarskich. Wiedzą, że czas nie stoi w miejscu, a w porę rozpoznane i leczone schorzenie pozwoli utrzymać dotychczasową sprawność i niezależność. Pamiętajmy, że bardzo wąska jest granica między fizjologicznym procesem starzenia się, a nakładającą się patologią. Zachęcam zatem, by podczas gminnych uroczystości nie zapominać o punktach pomiaru ciśnienia tętniczego czy poziomu cukru we krwi. Choroby „kradną” nam te najlepsze lata i są powodem inwalidztwa, spadku sprawności i zdolności do samodzielnej egzystencji.

Lista spraw do załatwienia

W obliczu starzenia się społeczeństwa nasze działania powinny być ukierunkowane na wsparcie seniorów w ich codziennym funkcjonowaniu. Zapewnienie opieki medycznej w pobliżu miejsca zamieszkania oraz możliwości dojazdu do przychodni czy punktu aptecznego w dobie komercjalizacji nakłada na gminy obowiązek ujęcia w budżecie wydatków na dofinansowanie nie zawsze rentownych zakładów opieki zdrowotnej. Osoby piastujące zaszczytne funkcje radnych reprezentują przecież wszystkich mieszkańców, w tym też sędziwą część lokalnej społeczności.

Osobny problem stanowi opieka nad osobami, którym nie jest dane pozytywne starzenie się. Nie dla nich wycieczki i bale seniora. Dolegliwości przypisane do sędziwego wieku, w tym postępująca demencja, skazują je na łaskę osób trzecich. Istotne jest, by – choć schorowane i nie zawsze w pełni świadome – mogły dożyć swych lat w godziwych warunkach tak, by nie stanowić zagrożenia dla siebie i otoczenia. Dobrze, jeśli mogą starzeć się przy najbliższych. Gdy zabieramy seniora do siebie, pamiętajmy o tym, żeby staruszek zabrał ze sobą część swojej przeszłości – w postaci przedmiotów z dawnego domostwa. Towarzyszące im od lat obrazy religijne, zdjęcia najbliższych, ulubiona poduszka czy fotel spowodują, że nasz podopieczny nie będzie czuł się wyobcowany w nowym środowisku.

Nie jestem zwolenniczką „przesadzania” seniorów kilka razy w roku w ramach równego dzielenia obowiązków pomiędzy potomstwem sędziwej osoby. Ledwo bowiem zdąży się przyzwyczaić do nowego układu pokoi i mebli, już ma spakowane walizki i rusza na nowe włości. Takie zmiany miejsc pobytu skutkują zwiększonym ryzykiem upadków i złamań w przebiegu osteoporozy. Osoby podrzucane jak kukułcze jaja, wycofują się z życia, zamykają w sobie, popadają w depresję, gdyż czują się ciężarem dla swoich bliskich. Pozostają samotne w domu pełnym ludzi. Może lepiej byłoby zorganizować opiekę w miejscu zamieszkania i, zamiast wyrywać starca z korzeniami z dotychczasowego środowiska, odwiedzić go kilka razy w roku i ofiarować mu swój czas i zainteresowanie.

Mit złego DPS

Samotne życie, zwłaszcza na wsi, jest bardzo trudne. O wiele lepiej funkcjonują ci, którzy na starość  trafiają do Domu Pomocy Społecznej. Tutaj mają zapewniony wikt i opierunek, a do tego znajdują zrozumienie wśród swoich rówieśników. Nikomu nie przeszkadza setne opowiadanie opowieści dotyczących wydarzeń sprzed lat, a celebrowanie uroczystości rodzaju „Dzień przedwojennego chłopaka” (DPS Bartoszyce) czy Piknik „Pod kapeluszem” (DPS Szczurkowo) dostarcza rozrywek na miarę możliwości wiekowych uczestników. Wśród podobnych sobie mniej dokucza samotność i niepełnosprawność, bo pomoc kompetentnych opiekunów jest w zasięgu ręki.

Niestety, pokutuje w naszym społeczeństwie przekonanie, że DPS jest złem koniecznym. Nie zgadzam się z tym mitem. Mam pacjentów – pensjonariuszy Domu w Szczurkowie. Znam obecne funkcjonowanie DPS w Bartoszycach, który odwiedzałam już wiele lat temu jako harcerka. To nie są domy starości, lecz prawdziwe DOMY dla ludzi w jesieni życia – w których każdy czuje się ważny, bezpieczny i otrzymuje pomoc, jakiej potrzebuje. Szkoda tylko, że nie ma możliwości świadczenia geriatrycznych usług hotelowych przez DPS. Bardzo ułatwiłoby to życie rodzinom opiekującym się staruszkami. Zamiast umieszczać ich w oddziałach geriatrycznych na czas wyjazdu najbliższych na wczasy, rodziny mogłyby wykupić „turnus” w DPS, by zapewnić nestorowi rodziny właściwe warunki i opiekę, a samemu mieć czas na zregenerowanie sił do dalszego sprawowania opieki.

Kończąc swoje rozważania nad przemijaniem, pozostaje mi życzyć nam wszystkim pogodnej jesieni życia wśród tych, którzy szanują siwy włos i potrafią docenić rolę seniora w lokalnej społeczności. Mając jednak na uwadze nieuchronność procesu starzenia, już dziś zaplanujmy sobie starość, by kiedyś nie przesadzono nas w nowe miejsce wbrew naszej woli.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY