Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 65.

wtorek, 23 lipiec 2013 21:38

BUDŻETOWE ZAKŁADY NIEZGODY

Napisane przez 

Rewolucja w gospodarce śmieciami to wyrok śmierci dla gminnych zakładów budżetowych. – Komórki, które do tej pory realizowały te zadania, padną. A wraz z nimi pracę stracą setki ludzi – alarmowali przed wejściem w życie nowego prawa wójtowie i burmistrzowie. Problemu by nie było, gdyby wcześniej zakłady zostały przekształcone w gminne spółki.

Samorządowy zakład budżetowy – ten zwrot w ostatnich dniach nie schodzi z ust samorządowców. Ów tajemniczy byt odpowiedzialny jest za zamieszanie wokół przepisów śmieciowych i jest powodem buntu 22 gmin, które nie rozpisały przewidzianych ustawą przetargów. Bowiem zakład budżetowy to jednostka organizacyjna, która odpłatnie wykonuje wyodrębnione zadania publiczne nałożone na gminę i pokrywa koszty swojej działalności z własnych przychodów. Taki zakład to poniekąd relikt przeszłości: nie ma osobowości prawnej i to jest właśnie powód całego zamieszania.

Wszystkie państwowe zakłady budżetowe oraz część tych samorządowych zostały zlikwidowane z dniem 1 stycznia 2011 roku, po wejściu w życie nowelizacji ustawy o finansach publicznych. Nadal jednak w całym kraju spółki i zakłady budżetowe, które zajmują się odbiorem śmieci, posiada około 800 gmin. W przetargach mogły wystartować te pierwsze. Te drugie śmieciami nie mogą się już zajmować. Po wejściu w życie ustawy zakłady będą musiały więc albo zrezygnować z tej części działalności, albo po prostu zostaną zlikwidowane.

Zakład to nie firma

Dokładnie tak stało się w Górnie w województwie świętokrzyskim. Tam obowiązki gospodarowania odpadami przejęła wyłoniona w przetargu firma. W związku z tym zlikwidowano stanowiska dwóch kierowców, którzy obsługiwali śmieciarkę, a sprzęt do odbioru odpadów stoi bezużyteczny. ­– Teraz zakład administruje tylko siecią wodno-kanalizacyjną i zbiera opłaty za ścieki – mówi Paweł Marwicki, zastępca wójta gminy Górno. Jak dodaje, sprzęt zostanie prawdopodobnie sprzedany.

Wójt Górna nie miał innego wyjścia, bo zakłady budżetowe w przetargach śmieciowych nie mogły startować. Brak możliwości udziału w konkursie gminnej jednostki organizacyjnej wynika z ustawy o zamówieniach publicznych. Zakład budżetowy nie ma osobowości prawnej, w związku z tym gmina nie może udzielić mu zamówienia publicznego. To tak, jakby ktoś wystartował w przetargu, który sam ogłosił. Przyjęcie takiego rozwiązania zmuszałoby gminy do fizycznej likwidacji własnego zakładu budżetowego lub przekształcenia go w gminną spółkę handlową.

Przykładem gminy, w której to właśnie spółka miejska wygrała przetarg śmieciowy jest Chmielnik w świętokrzyskiem. – Blisko rok temu, wiedząc o tym, że będzie nowa ustawa, przekształciliśmy nasz zakład budżetowy w spółkę miejską. Nasza spółka stanęła do przetargu, wygrała go i teraz realizuje gospodarkę odpadami – mówi nam Andrzej Piwowarski, sekretarz gminy Chmielnik.

Koalicja buntowników

Niektórzy samorządowcy twardo stoją na stanowisku, że śmieci – tak jak dotychczas – wywozić będzie zakład budżetowy. W Polsce przetargów nie rozpisało około 20 gmin. Jedną z nich jest Lubrza w województwie Opolskim. – Nie zamierzamy niczego likwidować. W obecnej ustawie samorządowej istnieje możliwość przekazywania zadań do realizacji zakładom budżetowym. Nasz zajmuje się nie tylko gospodarką sieciową, ale także zaopatrzeniem w wodę. W ustawie śmieciowej jest mowa o spółkach. Ale nie ma słowa o zakładach budżetowych. Jakby ktoś, kto ją pisał, nie wiedział o tym, że są w Polsce gminy, które mają zakłady budżetowe – mówi Krzysztof Barwieniec, wicewójt gminy Lubrza. Wójt Lubrzy, Mariusz Kozaczek argumentował, że nie zamierza na potrzeby realizacji ustawy o utrzymaniu porządku i czystości w gminie przekształcać zakładu w spółkę prawa handlowego, jakie działają w wielu samorządach, tak, by mogła ona wziąć udział w przetargu. „Nie mogę mieć przecież pewności, że ta spółka, gdy już powstanie, wygra przetarg” – mówił w wywiadzie dla Magazynu Samorządowego „Gmina”.

Taki „bunt” przeciw nowej ustawie jest udziałem nie tylko mniejszych gmin. Jedną z największych jest Sopot, który podobnie jak większość z tych samorządów,  powierzył sprawę śmieci swojemu zakładowi budżetowemu. Jak zapewniają urzędnicy, wszystko jest w porządku, a takie rozwiązanie zostało skonsultowane z prawnikami.

– W naszej ocenie, popartej opinią prawną, miasto Sopot, posiadając jednostkę budżetową zajmującą się wywozem odpadów – Zakład Oczyszczania Miasta – posiada pełne prawo powierzenia tej jednostce zadań wynikających z ustawy – twierdzi w rozmowie z „Gminą” Anna Dyksińska z sopockiego ratusza. – Ustawa zastrzega tryb przetargowy wyłącznie w stosunku do przedsiębiorców, w tym spółek gminnych. Nasz ZOM spółką gminną nie jest – dodaje. Z argumentacją swoich włodarzy zgadzają się sami sopocianie. W przeprowadzonych przez PBS badaniach opinii publicznej mieszkańców 70 proc. badanych wskazało, że miasto powinno mieć pełną kontrolę nad kosztami wywożenia śmieci. Obsługa systemu odbioru i utylizacji odpadów przez ZOM taką kontrolę – zdaniem urzędników – zapewnia.

Posypią się kary

Generalny Inspektor Ochrony Środowiska jest jednak innego zdania i grozi zbuntowanym gminom dotkliwymi sankcjami. – Te gminy zlekceważyły, ba, w ogóle nie wypełniły, obowiązku ustawowego. Jest zatem 22 kandydatów do najwyższego wymiaru kary – mówił w rozmowie z Polską Agencją Prasową Andrzej Jagusiewicz. Zgodnie z ustawą śmieciową samorządom tym grozi kara od 10 do 50 tysięcy złotych. Dodaje jednocześnie, że to skandal, by urzędnicy świadomie łamali przepisy i jeszcze chwalili się tym w mediach.

Mimo takich praktyk, jak przyznają eksperci, w ostatnich latach wiele zmieniło się na lepsze. Zostały te jednostki, które – między innymi – zajmowały się gospodarowaniem odpadami. Mamy już znacznie mniej jednostek budżetowych w samorządach niż jeszcze kilka lat temu. Jednak dalej pozostają pewne obszary działania jednostek samorządu terytorialnego, gdzie takich zakładów jest zdecydowanie za dużo. Takim właśnie przykładem są jednostki budżetowe zajmujące się gospodarowaniem odpadami. – Na śmieciach można dobrze zarobić i nie ma powodu, by państwo wyręczało przedsiębiorców – mówi nam Ireneusz Jabłoński z Centrum im. Adama Smitha. Jednak, jak dodaje, są takie elementy w działalności samorządów, które nie są dochodowe. Wśród nich na pierwszym miejscu wymienia placówki kulturalne czy sportowe. – To są miejsca, gdzie bardzo trudno byłoby osiągnąć zysk, albo są deficytowe z założenia. Jak np. publiczna szkoła miałaby nagle zarabiać pieniądze?  Jednak nawet w nich powinno się coś zmienić. Chodzi o jakość zarządzania. Zarządzanie powinno być realizowane poprzez podniesienie jakości świadczonych usług i efektywności działania. Podstawowe pytanie brzmi: po co się tworzy jednostkę budżetową? Czy po to, by zapewnić pracę znajomym, czy też żeby realizować cele publiczne? – pyta retorycznie.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY