Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 53.

środa, 24 kwiecień 2013 20:41

BURMISTRZ STAWIA NA… ŻUBRY

Napisane przez 

Z burmistrzem Mirosławca w województwie zachodniopomorskim, Piotrem Pawlikiem rozmawia Anna Cebula

ANNA CEBULA: Jak scharakteryzowałby Pan gminę Mirosławiec?

PIOTR PAWLIK: Spójrzmy na mapę, chociażby zagospodarowania przestrzennego. W pięćdziesięciu procentach pokrywa ją kolor zielony, czyli natura – w znacznej części są to lasy. Resztę okrywa czerwony i żółty, czyli tereny zamieszkane bądź przeznaczone na działalność produkcyjną.

Startując w wyborach na burmistrza, był Pan tu osobą dość dobrze znaną, od dawna związaną z Mirosławcem.

Może nie z dziada pradziada, bo tutaj raczej nikt nie może tego o sobie powiedzieć. Jednak moi rodzice najpierw mieszkali na terenie gminy, a od połowy lat 70. w samym Mirosławcu, gdzie się się wychowałem.

Nie miał Pan ochoty się stąd wyrwać?

Ależ ja miałem trzynastoletnią „przerwę”, od początku szkoły średniej! Wróciłem później, w trakcie studiów, przenosząc tu własną działalność.

Kandydując na burmistrza, miał Pan już doświadczenie w pracy samorządowej. Doświadczenie radnego.

Tak, doświadczenie rady powiatowej, a wcześniej – w latach 2002-2004 – rady miasta i gminy Mirosławiec.

Trzy lata temu wystartował Pan w wyborach obok urzędującej burmistrz. Wygrana była zaskoczeniem?

Nie obstawiałem wygranej, ale chciałem zaproponować jakąś alternatywę. Wynik był dość wyrównany: różnica wynosiła niecałe dwieście głosów, chociaż zdarzało się, że w wyborach – tak było choćby w Wierzchowie w 2006 r. – przesądzały trzy głosy.

Nie obawiał się Pan, że − przynajmniej na początku − starsi będą chcieli zrobić z Pana marionetkę?

Gdyby ktoś miał taki pomysł, nic by z tego nie wyszło, bo do ratusza trafiłem z firmy, gdzie bezpośrednio byłem zwierzchnikiem dla sześćdziesięciu osób, a w całej Polsce dla dwóch tysięcy. Odpowiadałem nie tylko za siebie, ale za zespół. Poza tym już w czasie kampanii przedstawiłem na tyle wyraźny pomysł na gminę, że nikt nie miał wątpliwości, że to była moja wizja, a nie kogoś innego.

I potrafi Pan walnąć w stół, nawet jak ktoś ma dwa razy więcej lat?

Trzeba wyznaczyć granicę między tym, co jest, a co nie jest możliwe do przyjęcia.

Pana pojawienie się w ratuszu, to była szansa dla młodych, docenianie wykształcenia, jakaś podwyżka?

Myślę, że różnica wieku między mną, a poprzedniczką, nie była aż taka duża, żeby można było mówić o zmianie pokoleniowej i o tym, że na wybory poszły osoby bardzo młode. Trudno to ocenić. Jak w każdej gminie na wyborach stawił się żelazny elektorat, czyli osoby, które przed 1989 rokiem głosowały obowiązkowo i mają wpojone, że na wybory trzeba iść.

Urzędowanie rozpoczął Pan od?…

Spotkania z urzędnikami w ratuszu – już następnego dnia po ślubowaniu – i wyjaśnienia, że rewolucji, czyli cięcia głów, nie będzie i że zamierzam z każdym współpracować. Zapewniłem również, że nie przyjechałem autobusem z osobami chętnymi do pracy. Po prostu każdy zaczynał z czystym kontem i musiał mnie przekonać, że powinien tu pracować. Poza tym każdy urzędnik, poza wydziałem finansowym, pracował na samodzielnym stanowisku. Powstały referaty i przez pierwsze trzy miesiące te osoby, które były najbardziej zaangażowane i pokazały, że mają pomysły na to, co dalej, awansowały na funkcje kierowników tych referatów. Przyznam, że były to raczej osoby młodsze.

A jeżeli chodzi o sprawy niezwiązane z funkcjonowaniem urzędu, zaczynałem od załatwienia problemów bieżących. Akurat był grudzień, więc dla mieszkańców ważne było odśnieżanie, a także oświetlenie, bo ktoś nie zorientował się, że ulica jest dłuższa i nie oświetlono jej na całej długości. Więc, gdzie się dało, od razu uzupełniono lampy. Trzeba było poprawić boisko w Jabłonkowie, bo wykonawca oddał je z usterkami.

Czy na półmetku kadencji możemy porozmawiać o inwestycjach, jakich w gminie nie było za poprzedników?

Na to pytanie będę mógł odpowiedzieć w przyszłym roku, kiedy powstanie centrum żubra i zagroda dla tych zwierząt.

Ile ważnych projektów udało się Panu przeprowadzić?

Udział w remoncie drogi powiatowej ul. Parkowa−Orle, rozbudowę oczyszczalni ścieków, przygotowanie dokumentacji drogi wojewódzkiej – ul. Sprzymierzonych do Zarządu Dróg Wojewódzkich.

Kiedy miał Pan ostro pod górkę?

Przy zmianie Regionalnej Izby Obrachunkowej w sprawie księgowania poręczeń kredytowych. Zaczynałem urzędowanie, przejmując część zadań, m.in., rozbudowę oczyszczalni ścieków, realizowaną ze środków PROW (Program Rozwoju Obszarów Wiejskich – przyp. red.). To taki podwójny problem: PROW, niezależnie czy gmina jest mała czy duża, przyznaje do 4 mln zł, potem licznik zostaje wyzerowany. Pieniądze z PROW zostały wykorzystane, a RPO (Regionalny Program Operacyjny – przyp. red.) nie ma dalszych środków.

W sierpniu 2011 r. gmina występowała jako poręczyciel dla spółki miejskiej na kolejne 4 mln, ale to poręczenie zostało zaliczone jako dług tej gminy. Jednocześnie weszły nowe wskaźniki ministra Jacka Rostowskiego co do liczenia długu publicznego i według starych wskaźników – 60 i 15 proc. (dług samorządu nie może być wyższy niż 60 proc. wykonanych dochodów, a koszty jego obsługi nie mogą być wyższe niż 15 proc. planowanych dochodów budżetowych – przyp. red.) gmina wypadała rewelacyjnie, bo zadłużenie w stosunku do budżetu wynosiło niecałe 21 proc., a w ujęciu rocznym — 7 proc. Natomiast według nowych wskaźników okazało się, że nie spełniamy warunków.

Do tego doszło poręczenie gminne i, żeby się go pozbyć, trzeba było stanąć na głowie, by poszukać nowego kredytodawcy w bankach, dla którego majątek spółki byłby wystarczający. To był taki okres, trwający dwa miesiące, przygotowania przetargu, zmiany kredytu i odblokowania wskaźników, kiedy — mogę powiedzieć — było mocno pod górkę.

Jaki gmina ma sposób na przyciągnięcie przedsiębiorców?

W tym zakresie mamy sytuację zarazem i łatwiejszą, i trudniejszą. Dosyć duże zakłady, które są w Mirosławcu, działają już od dwudziestu lat i tak się złożyło, że wciąż się rozbudowują. Natomiast naszym nieszczęściem jest to, że obecnie nie mamy wolnych terenów i nawet, gdyby się pojawili nowi przedsiębiorcy, musimy odsyłać ich na grunty prywatne. Jesteśmy w trakcie pozyskiwania ośmiu hektarów z takim przeznaczeniem, ale dzisiaj ich nie ma.

A tak poza tym trudno pozyskiwać nowych przedsiębiorców w czasie tzw. małej zapaści. Dla nas konkurencją są strefy ekonomiczne, ale i one niczego nie załatwiają. W niedalekim Kaliszu Pomorskim, należącym do  strefy słupskiej, jak widać, cuda się nie zdarzają, bo nie wystarczy otworzenie takiej strefy, żeby pojawiły się fabryki i ludzie dostali pracę.

Dzisiaj przede wszystkim musimy zabezpieczyć potrzeby tych zakładów, które są. Zarówno Żywiec Zdrój, jak i Metaltech, który swoje grunty rolnicze przekwalifikowuje pod nową fabrykę, potrzebowały rozbudowy i modernizacji oczyszczalni ścieków. Przygotowujemy też uchwałę, która dla zaczynających działalność oferuje szereg preferencyjnych ulg. Dla zakładu rozpoczynającego działalność te wszystkie obciążenia są utrudnieniem, bo trzeba zapłacić wynagrodzenie, rachunki za prąd, uiścić koszty postawienia zakładu. Przygotowujemy długoletni program ulg podatkowych od nieruchomości, tak żeby odciążyć właściciela zakładu w płatnościach i żeby miał poczucie, że w Mirosławcu jest poważnie traktowany nie przez rok czy dwa lata, ale w dłuższej perspektywie, minimum dziesięciu lat.

Z tego, co wiem, w tym roku ruszy budowa zakładu Metaltechu – hali o powierzchni 4,5 tys. m kw. Jest mowa o kilkudziesięciu osobach, które będą mogły podjąć w nim pracę. Jednak nawet dwa-trzy zakłady nie poprawią sytuacji tak, jak powrót wojska do Mirosławca, ale są to decyzje poza województwem, właściwie na szczeblu krajowym. Tymczasem wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że tak się stanie i do bazy lotniczej, do komendy, przybędzie więcej wojsk bezzałogowych. Pod warunkiem, że na świecie nie dojdzie do jakiegoś nagłego krachu, czy innego wydarzenia i środki nie zostaną przesunięte w inne miejsce. To tworzy szansę, że 180 lokali w Mirosławcu Górnym, które teraz stoją puste, zostanie zasiedlonych, a zakłady usługowe czy sklepy, które do tej pory korzystały z zamówień jednostki, ponownie staną na nogi.

Na Osiedlu Górnym było 2 tysiące mieszkańców, teraz jest 1,2 tysiąca, bo w ciągu 10 lat wojsko w takiej liczbie opuściło Mirosławiec. Szkoła, która liczyła prawie dziewięciuset uczniów, teraz ma 550 – a to też wpływa na jej stan finansowy.

Znany jest Pan jako burmistrz, który chętnie korzysta z najnowszych technologii i... Facebooka?

Nie tyle wprowadziłem nowe technologie – bo na przykład e-obieg informacji istniał, przynajmniej teoretycznie – ile rozpocząłem ich użytkowanie. Teraz stosujemy w ratuszu podwójny obieg informacji: w postaci tradycyjnych dokumentów papierowych i, zapasowo, zeskanowanych i wprowadzanych do e-obiegu. Obsługa tych dokumentów jest podwójna, dlatego że rozporządzenia wszelkiego rodzaju nie przewidują tylko drogi elektronicznej. To się powoli zmienia i już od stycznia tego roku Urząd Wojewódzki przesłał nam 68 dokumentów, na które mamy odpowiedzieć elektronicznie, poprzez tzw. podpis zaufany. Jest to przede wszystkim bezpieczne, bo nie ma szansy, że taki dokument zaginie. Nawet jeśli będzie wciąż na papierze, zostanie odtworzony ze skanu. Poza tym z każdego miejsca mogę wejść do systemu i zajrzeć do sprawy.

Natomiast Facebook to narzędzie komunikacji. Nie jedyne, bo trzeba być obecnym i w prasie, i w kablówce – natomiast jest to źródło, które potrafi zaskakiwać szybkością przekazywanych informacji, a także liczbą osób, do jakiej się dociera. Ostatnio na Facebooku na pytanie, kto powinien wystąpić na festiwalu żubra, wskaźnik zainteresowania ze średnio 1200 osób skoczył do kilkunastu tysięcy i wyszedł daleko poza granice gminy, a nawet powiatu.

Jest Pan burmistrzem dostępnym dla ludzi...

Jeśli tak jestem odbierany, to się cieszę. Staram się chodzić po ziemi i to dosłownie. Auto zostawiam w garażu, bo dzięki przejściu zaledwie paru ulic, można dojrzeć więcej problemów, a czasami udaje się po drodze je rozwiązać. Staram się również nie wyznaczać żadnych godzin przyjmowania mieszkańców. Jeśli nikogo nie ma u mnie w gabinecie, to raczej sprawa załatwiana jest od przysłowiowej ręki.

Ma Pan mistrza w polityce?

Jednego wybranego wzoru – nie. Staram się podpatrywać samorządowców z krwi i kości, którzy osiągają pozytywne wyniki w wyborach. Po 1989 roku określona grupa wybierała burmistrza, teraz trzeba zebrać większość. Takie wybory, powiedziałbym, są uczciwe. To jest głosowanie na osobę i rachunek – pozytywny bądź negatywny – przez tych, którzy obdarzyli nas zaufaniem. A czasem można się zdziwić wynikiem...

Ma Pan nadzieję, że...

To, co mówię, jest prawdziwe i będzie okazja, by to zweryfikować.

 

Godne (po)lecenia

Wojska lotnicze stacjonują w Mirosławcu od 1952 r. Po przystąpieniu Polski do NATO istniejący wówczas pułk przekształcono w 8. Eskadrę Lotnictwa Taktycznego i 12. Bazę Lotniczą. W 2003 r. mieszkańcy Mirosławca ufundowali lotnikom sztandar, a w rocznicę jego przekazania co roku organizowany jest „Piknik Lotniczy”.

W gminie Mirosławiec żyje wolno stado żubrów, liczące ponad 70 zwierząt. Możliwość oglądania tych dużych zwierząt to nie lada przygoda. Już w tym roku, na jesieni, w okolicach wsi Jabłonowo powstanie dla nich zagroda.

6-tysięczna gmina miejsko-wiejska Mirosławiec kusi też jeziorami (dwadzieścia jeden). Największe to Wielki Bytyń (847,5 ha, długość linii brzegowej – 37,6 tys. m, maks. głębokość – 41 m), a także Drzewoszewo, Piecnik, Kosiakowo, Orle Wielkie. Istotną turystyczną atrakcją są też rezerwaty „Rosiczki Mirosławieckie” i „Wielki Bytyń”.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY