Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 60.

środa, 24 kwiecień 2013 20:34

RECYKLING PO POLSKU: SZUKAJ ŚMIECI W POLU

Napisane przez 

Mamy za sobą batalię o sposoby naliczania opłat za wywóz śmieci, wkrótce firmy śmieciowe przystąpią do starcia o rynek i zamówienia z urzędów. Ale może się okazać, że ostatnia bitwa w śmieciowej wojnie – o to, gdzie ostatecznie trafią nasze śmieci – będzie najtrudniejsza. Ubywa bowiem wysypisk, a zakładów zajmujących się recyklingiem i przetwarzaniem odpadów wcale nie przybywa.

Zmiany wymusza na Polsce Unia Europejska i proza życia: polskie lasy i pola są wprost zawalone dzikimi wysypiskami, których urzędnicy nie są nawet w stanie policzyć, nie mówiąc o ich usuwaniu. Ustawodawca wyszedł z założenia, że dopóki za wywóz śmieci trzeba płacić, to zawsze znajdą się osoby, które będą chciały pozbyć się ich za darmo. Nic nie pomogło sprawdzanie, czy mieszkańcy mają podpisane umowy na wywóz, bo odpady z domowych kuchni i tak lądowały w przydrożnych rowach, a w miastach – w publicznych koszach na śmieci.

Do tego dochodzą wymogi Unii Europejskiej. Dyrektywy Brukseli jasno wskazują, że śmieci –  zamiast składować na wysypiskach – trzeba ograniczać lub przetwarzać. Cele dla Polski to zmniejszenie masy odpadów komunalnych składowanych na wysypiskach do maksymalnie 60 procent do końca 2014 r. (w stosunku do ilości z 1995 r.) i do przetwarzania 35% opakowań. W kolejnych latach te procenty jeszcze rosną: na wysypiska będzie mogła trafić tylko połowa odpadów biologicznych, trzeba będzie odzyskiwać surowce z 55 proc. opakowań trafiających na rynek.

Szósty śmieciarz UE

To ogromne ilości. Według raportu audytorskiej firmy Deloitte, prezentowanego na marcowym Ogólnopolskim Kongresie Recyklingu w warszawskim hotelu Intercontinental, w Polsce wytwarzamy 12 mln ton odpadów rocznie. Daje nam to miano szóstego największego „śmieciarza” w Unii Europejskiej. Ale już jeśli przeliczyć te dane na głowę mieszkańca, wypadamy znacznie lepiej. Statystyczny Polak wytwarza 315 kg odpadów rocznie, podczas gdy średnia w UE wynosi 502 kg. Mniej od nas śmiecą tylko Estończycy i Łotysze.

Niestety, nie ma się co oszukiwać. Tak dobre dane nie wynikają z jakieś szczególnej wrażliwości ekologicznej Polaków. Wręcz przeciwnie, tylko 80 procent obywateli jest objętych systemem zorganizowanego odbioru odpadów (dane z 2010 r.). Czyli co piąty mieszkaniec Polski nie ma podpisanej umowy, nie figuruje w statystykach, a śmieci pali w piecu lub wyrzuca do lasu. To znacznie zaniża oficjalne dane.

Zatem wszystko wskazuje na to, że od lipca ilość odpadów znacznie wzrośnie. Skoro gmina odbierze je za darmo (podatek będą płacić wszyscy), to nikomu nie będzie się opłacało pozbywać ich w nielegalny sposób. Na gminy spadnie więc ogromna góra śmieci, z którą będą musiały coś zrobić.

Śmieci zabiorą potentaci

Z samym odbiorem zawartości śmietników nie powinno być problemu, nie zabraknie też śmieciarek. Rynek gospodarki odpadami jest bardzo rozdrobniony, działa na nim mnóstwo podmiotów. Czasami to ogromne międzynarodowe korporacje jak Remondis czy Sita (członek światowej grupy Suez Environnement), rodzimi potentaci (np. Byś czy Trans-formers) czy spółki wyrosłe z dawnych molochów państwowych (np. MPO w Warszawie).  Często to małe, rodzinne firmy z kilkoma śmieciarkami, które obsługują ograniczoną ilość posesji. Tylko w województwie mazowieckim działa prawie 200 firm odbierających odpady, ale trzy największe mają 60 proc. rynku.

Firmy wystartują w przetargach rozpisanych przez gminy. Wygrają najwięksi, resztę czeka albo podwykonawstwo – albo upadek.  Według szacunków Krajowej Izby Gospodarczej z 3-4 tysięcy firm działających na rynku nawet połowa może zakończyć działalność.

Zyskać mają jednak mieszkańcy, a na pewno środowisko. – W mojej wsi jest około 200 gospodarstw. Dziś po odpady przyjeżdża do nas osiem firm. Po reformie będzie jedna i zabierze wszystkie śmieci. To oznacza same korzyści: mniej spalonej benzyny i mniejszy ruch na drogach – wylicza Dominik Dobrowolski, ekolog od lat specjalizujący się w gospodarce odpadami.

Recykling i wysypiska

Nie wiadomo za to, gdzie te śmieci zawieźć. Nowa ustawa ma zachęcać do segregowania śmieci poprzez niższe stawki za odbiór odpadów posegregowanych. Specjaliści są spokojni o odzysk surowców wtórnych. Już teraz aluminiowe puszki są skrupulatnie odzyskiwane. Te z koszów miejskich – których nie znajdą zbieracze złomu – segregowane są na taśmach w sortowniach. W tym przypadku powód jest oczywisty: na aluminium można nieźle zarobić.

Dominik Dobrowolski przewiduje, że tak samo będzie z plastikiem. – Już teraz cena tony polipropylenu z odzysku na giełdach towarowych dorównuje cenie stali, a będzie jeszcze rosła. Im bardziej kurczą się złoża ropy, im trudniej są dostępne, tym wyższa jest cena za baryłkę. Producenci poszukują więc alternatywnych źródeł. A takimi są właśnie surowce wtórne – twierdzi Dobrowolski.

Duże firmy, zajmujące się gospodarowaniem śmieciami, mają własne zakłady recyklingu. Tam gdzie ich nie ma, szybko powstaną, bo to po prostu dobry interes, a sortownie nie wymagają dużych nakładów inwestycyjnych.

Gorzej będzie z odpadami komunalnymi nie posegregowanymi, które do tej pory były składowane przede wszystkim na wysypiskach śmieci – według danych GUS w 2011 r. trafiło tam 70,9% proc. odpadów komunalnych produkowanych w Polsce. Jeszcze w 2008 r. było to 86 proc., a przypomnijmy, że cel na koniec 2014 roku to 60 proc.

Tyle że od 2010 r. wysypisk ubywa, bo ich zamykania wymaga od nas Unia Europejska. Dla porównania w Niemczech wysypiska zniknęły niemal całkiem – trafia tam 0,4 proc. odpadów, podobnie jest w Austrii czy Holandii. Na przeciwnym biegunie jest Hiszpania, gdzie wskaźnik ten sięga 58 proc. Średnia europejska wynosi 38 proc.

W Polsce jeszcze pięć lat temu działało 520 licencjonowanych wysypisk śmieci. Kolejno są zamykane, a w 2014 roku ma ich zostać już tylko 200. Symboliczne było zamknięcie dwa lata temu największego w Polsce podwarszawskiego wysypiska Łubna, które przyjmowało około 250 tysięcy ton śmieci, czyli jedna trzecią odpadów wytwarzanych w stolicy.

Odpady komunalne trzeba przerabiać.  W Polsce działa 90 kompostowni zdolnych przerobić 602 tys. ton bioodpadów rocznie. Mamy 173 sortownie odpadów zbieranych selektywnie lub zmieszanych. Do tego 11 zakładów mechaniczno-biologicznego przetwarzania zmieszanych odpadów komunalnych.

To wszystko to jednak za mało: Krajowy Program Gospodarki Odpadami 2014 wskazuje, że na koniec 2009 roku, łączne moce przerobowe spalarni, kompostowni wynosiły ponad 1,1 mln ton rocznie, podczas gdy ilość odpadów komunalnych ulegających biodegradacji nie dopuszczonych do składowania w 2014 roku szacowana jest na ok. 5 mln ton.

Reszta do pieca

Przynajmniej częściowym rozwiązaniem tego problemu miały być zakłady utylizacji termicznej, czyli spalarnie śmieci. Ich budowa jednak się opóźnia. Na razie w Polsce działa jeden taki zakład na warszawskim Targówku. Choć zbudowany w latach 90., już dziś dysponuje jedynie przestarzałą technologią. W planach jest jego modernizacja i rozbudowa, zmierzająca do zwiększenia mocy przerobowych.

W budowie – lub w planach – jest dziesięć kolejnych spalarni, m.in. Bydgoszczy, Krakowie, Szczecinie, Koszalinie, Białymstoku, Łodzi, Koninie czy Poznaniu. W niektórych przypadkach (np. Bydgoszcz, Szczecin, Białystok, Konin) podpisano już nawet umowy z wykonawcami, a instalacje mają być gotowe do rozruchu pod koniec 2015 r. W innych przypadkach trwają dopiero przygotowania do inwestycji.

Nawet jednak gdyby powstały od razu – to i tak wciąż za mało. Moce przerobowe 10 planowanych spalarni pozwolą na utylizację około 2 mln ton odpadów komunalnych rocznie. Dlatego w Wojewódzkie Plany Gospodarki Odpadami zakładają budowę kolejnych instalacji do zagospodarowywania odpadów – w sumie o łącznej mocy przerobowej około 2 mln ton rocznie do 2019 r.

Ile z tych planów da się zrealizować – nie wiadomo. Ale raczej nie wszystkie. Co nas zatem czeka? – Pewnie będzie tak, że warunkowo będą przedłużane pozwolenia na działanie wysypisk. Unia będzie groziła karami lub nawet je nakładała. Może nawet wstrzyma niektóre dotacje. I, w końcu, uzupełnimy brakującą infrastrukturę – mówi Dominik Dobrowolski.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY