Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 51.

Wydrukuj tę stronę
środa, 24 kwiecień 2013 20:32

SAMORZĄDY ZASTAWIAJĄ SIECI NA TURYSTÓW

Napisane przez 

Międzyzdroje, Białowieża, Mikołajki, Zakopane – te stolice wypoczynku letniego i zimowego znają niemal wszyscy Polacy. Jednak w ich cieniu rosną, na razie znani przede wszystkim koneserom, rywale. I nie szczędzą pieniędzy na to, by w przyszłości odebrać słynnym kurortom palmę pierwszeństwa w wyścigu o turystów.

Józefów na Roztoczu do niedawna niewiele mówił przeciętnemu polskiemu turyście, był jedną z miejscowości zagubionych gdzieś na Lubelszczyźnie. Jednak w zeszłym roku miasteczko to odwiedziło przeszło pół miliona gości, a media nazywają je „rowerową stolicą Polski”. I rzeczywiście, to chyba jedyna w kraju miejscowość, która ma własną obwodnicę rowerową.

Efekty tych zabiegów już widać. W ubiegłym roku Józefów wygrał organizowany przez Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze konkurs „Gmina przyjazna rowerzystom”. I nie ma zamiaru na tym poprzestać: tylko w ubiegłym roku w Józefowie powstało siedem kilometrów nowych tras rowerowych, siłownia na wolnym powietrzu, ścianka wspinaczkowa oraz kilka placów zabaw. Lokalne władze idą za ciosem – nie chcą ograniczyć się do przyciągania cyklistów lecz mierzą we wszystkich amatorów aktywnego wypoczynku.

Rekord co roku

W zeszłym roku Józefów wydał na rozwój infrastruktury turystycznej cztery miliony złotych, z czego milion wysupłał z własnego budżetu, a resztę udało mu się uzyskać z funduszy unijnych. To jednak tylko kropla w morzu pieniędzy, jakie samorządy wydają ostatnio na promowanie swoich turystycznych walorów. Z opublikowanego przez Ministerstwo Sportu i Turystyki „Raportu o stanie gospodarki turystycznej w latach 2007-2011” wynika, że w 2010 roku władze gminne wydały na podobne inwestycje aż 480 milionów złotych!

Co więcej, wydatki te rosną w postępie geometrycznym: trzy lata wcześniej – w 2007 roku – na promowanie i rozwój turystyki „poszło” raptem 142 mln złotych. Rekordy padają każdego roku i niebawem należy się spodziewać, że wartość inwestycji turystycznych w rozmaitych zakątkach Polski przekroczy pułap miliarda złotych rocznie.

To nie jest nieuzasadniony optymizm. Już dwie trzecie samorządowych wydatków to inwestycje w infrastrukturę wypoczynkową. Tylko jeden projekt – „Rozwój atrakcyjności turystycznej regionu” – zorganizowany w ubiegłym roku na Podlasiu, przyciągnął 37 podmiotów zainteresowanych jej rozbudową. Ich plany obejmowały zarówno turystykę aktywną – niczym w Józefowie – jak i biznesową oraz uzdrowiskową. Wartość złożonych przez nie propozycji sięgnęła w sumie niemal 400 mln złotych – i choć nie wszystkie zostaną zrealizowane, „do wzięcia” jest i tak ponad 250 milionów złotych.

Tropem Pana Samochodzika

Kilka dekad temu Zbigniew Nienacki wysłał miłośników przygód Pana Samochodzika nad Jeziorak. Iława z kart „Nowych przygód Pana Samochodzika” niczym się nie wyróżnia. Dzisiejsze realia są krańcowo odmienne – 32-tysięczna miejscowość z wolna staje się „stolicą nad jeziorami”, stopniowo podbierając miłośników żagli i kąpieli innym mazurskim kurortom. Brzegi Jezioraka usiane są przystaniami jachtowymi i wypożyczalniami sprzętu, po mieście można się poruszać rowerem, a w podmiejskich wioskach – jeździć konno. Na lokalnym stadionie mecz rozegrały swego czasu reprezentacje Polski i Łotwy, a w hali sportowej grywają reprezentacje siatkarzy czy pingpongistów.

Trudno się dziwić. Iława – obok Ostródy – od lat należy do czołówki jednostek samorządowych w Polsce, które na turystykę wydają najwięcej. Zresztą to właśnie władze gminne są najaktywniejsze, jeżeli chodzi o działania turystyczne: w 2009 r. pieniądze na cele z tego zakresu przeznaczyło w swoim budżecie 714 gmin w Polsce. Rok później było to już 795 gmin, a w 2011 roku – 853 gminy.

I to gminy wydają najwięcej: wspomniane 480 mln złotych. Władze powiatowe przeznaczają na turystykę raptem 50 mln złotych, natomiast władze wojewódzkie – 121 mln złotych.

Statystyki pokazują, że przełomowe okazały się lata 2009-2010. Wydawałoby się, że był to moment pełen obaw o przyszłość, w szczególności o to, że globalny kryzys dotknie również polską gospodarkę – co nie powinno ośmielać samorządowców do zwiększania wydatków, zwłaszcza w tak wrażliwym na koniunkturę sektorze, jak turystyka. W rzeczywistości było wręcz przeciwnie: w latach 2008-2009 w wielu samorządach zaczęto opracowywać strategie rozwoju turystyki lub rozwoju regionalnego, co błyskawicznie przerodziło się w wiarę we własne możliwości i zapał do uatrakcyjniania okolicy. Ratusze i urzędy gmin zaczęły też dostrzegać na swoim terenie potencjalnych partnerów – biznesowych, instytucjonalnych i z sektora NGO – którzy mogliby włączyć się w te procesy.

Polska agroturystyczna

Renesansu turystyki lokalnej pewnie by nie było, gdyby nie fundusze europejskie. W perspektywie finansowej UE na lata 2007-2013 znalazło się dla Polski 67 mld euro – i w znacznej części były to środki, które można było wykorzystać na turystykę. Środki te trafiły do Regionalnych Programów Operacyjnych, Programu Innowacyjna Gospodarka i Programu Rozwój Polski Wschodniej. Można było z nich sfinansować zarówno adaptację zabytków kultury regionalnej, rozbudowę infrastruktury – od atrakcji stricte turystycznych, jak stoki narciarskie, po budowę dróg czy parkingów – i obiektów sportowo-rekreacyjnych, jak i dofinansować regionalne rzemiosło czy branżę pamiątkarską.

Dzięki temu nie tylko odzyskały blask tradycyjne miejscowości wypoczynkowe czy uzdrowiskowe, ale też rozkwitły gospodarstwa agroturystyczne i szlaki rowerowe. W 2011 roku tych pierwszych funkcjonowało już w naszym kraju 7852, z ponad 82 tysiącami miejsc noclegowych. Pod tym względem przodowało zwłaszcza województwo małopolskie, gdzie usługi agroturystyczne oferowały aż 1344 ośrodki. Z kolei, jeśli chodzi o trasy rowerowe, palma pierwszeństwa należy się województwu zachodniopomorskiemu, gdzie dla cyklistów przygotowano już przeszło 2,6 tys. kilometrów tras rowerowych. Niewiele ustępowały mu jednak województwa małopolskie, lubuskie i wielkopolskie. Wszędzie tam długość tras rowerowych przekracza 2 tys. kilometrów.

Megalatryna i hipersamowolka

Koniec końców, żeby przyciągnąć uwagę turystów, nie trzeba budować autostrad i gigantycznych akwaparków. Wystarczy znaleźć na swoim terenie coś zadziwiającego i zainteresować tym Polaków. Taką rolę może pełnić dzieło przyrody, jak Krzywy Las pod Szczecinem, zbiorowisko kilkuset fantazyjnie wygiętych drzew, które – z powodów niejasnych dla naukowców – przybrały fantazyjne kształty. Atrakcją może być też zabytek: kwidzyński zamek pewnie nie odróżniałby się specjalnie od innych dzieł średniowiecznej architektury, gdyby nie połączona z kompleksem zamkowym specjalną kładką gigantyczna baszta – największa latryna w Europie, przynajmniej jeśli o średniowieczne zamki chodzi.

Ostatecznie można promować jako atrakcję również nowocześniejsze dzieła architektoniczne, jak pochodząca z lat 80. największa samowolka w Polsce – niszczejący, liczący 5 tys. m kw. kompleks budynków w Łapalicach, obudowany dwunastoma wieżami, salą balową, strażnicą, a do tego – sztucznym jeziorem (w pozwoleniu na zabudowę zapisano „dom jednorodzinny z pracownią rzeźbiarską”). Pomysłów, jak widać, nie brakuje. Miejmy nadzieję, że wszystkie te inwestycje nie będą wyłącznie „atrakcją jednego sezonu”.