Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 64.

środa, 24 kwiecień 2013 20:19

OSTATNI TAKI BUDŻET. NA DODATEK ZAGROŻONY

Napisane przez 

Po lutowych negocjacjach budżetowych w Brukseli premier Donald Tusk oceniał, że ich wyniki to sukces Polski. Uzgodnienie perspektywy finansowej na lata 2014-2020 miało być zasługą strategii negocjacyjnej, która połączyła interesy polskie i europejskie, oraz decyzji kadrowych. Szef rządu ostro krytykował próby „dezawuowania polskiego sukcesu”. Niezależnie od tego, jak oceniamy wynik brukselskiego szczytu, jedno możemy powiedzieć prawie na pewno: to będzie ostatni taki budżet związany z polityka spójności.

– Szykuje się osobny budżet strefy euro. Na razie udało nam się co prawda to zatrzymać, ale nie wiadomo, co będzie dalej – mówił w jednym z wywiadów Janusz Lewandowski, komisarz UE ds. budżetu. Jeśli integracja strefy euro będzie postępować, to za sześć czy siedem lat kolejne negocjacje budżetu UE nie będą już takie ważne. Więcej pieniędzy zostanie przeznaczonych na finansowanie trzonu Unii, czyli strefy euro. Na razie jednak trzeba się skoncentrować na skutecznej absorpcji tego co zostanie nam zagwarantowane, ponieważ –  z różnych względów – wcale nie jest pewne, czy zostaniemy członkami strefy euro.

Tymczasem wchłonięcie tego, co dostaniemy w najbliższej perspektywie, wcale nie będzie łatwe. Przede wszystkim korzystać ze środków unijnych zaczniemy w tej perspektywie później. – Wszyscy musimy mieć świadomość, że nie ma takiej opcji, nie ma takiej możliwości, abyśmy rozpoczęli wydawanie pieniędzy 1 stycznia 2014 r. My w Polsce szacujemy, że najwcześniejszy termin rozruchu nowego budżetu to koniec 2014 r. – mówiła ostatnio minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska. Dodała, że jeszcze w listopadzie 2012 r. uważała, iż wydawanie pieniędzy rozpocznie się w trzecim kwartale 2014 r. – W tej chwili jesteśmy dwa-trzy miesiące później i to jest koniec roku 2014, kiedy będziemy mogli wszystkim tym, którzy będą chcieli z tych pieniędzy korzystać, powiedzieć, że możemy rozpocząć wydawanie. Wcześniej jest to niemożliwe – stwierdziła.

Rafy dokumentów końcowych

Jest to sytuacja wyjątkowo niekorzystna dla Polski, ponieważ środki z UE mają być przekierowane przede wszystkim do obszarów przedsiębiorczości, nauki, innowacyjności i infrastruktury. Opóźnienie ich wydawania oznacza zatem przedłużanie się zastoju i wzmaga widmo recesji. To jednak nie jedyne niebezpieczeństwo. Już teraz widać, że wydawanie pieniędzy z UE będzie o niebo trudniejsze niż teraz. A wykorzystanie całej sumy jest prawie niemożliwe.

W dokumencie kończącym budżetowe negocjacje jeży się od raf, o które można się rozbić. Eurodeputowani już grożą, że budżetu nie zatwierdzą. 13 marca Parlament Europejski przyjął niewiążącą prawnie rezolucję, w której odrzuca porozumienie ws. budżetu na lata 2014-20 – wynegocjowane na szczycie UE w lutym – i żąda jego poprawek. Nie jest to  ostateczna decyzja PE, ale europosłowie zadeklarowali, że zagłosują za budżetem dopiero po pomyślnym przeprowadzeniu negocjacji z Radą UE. Podkreślili, że wnioski z lutowego szczytu UE w sprawie budżetu należy traktować jedynie jako zalecenia polityczne. Wskazali, że porozumienia, które będzie obowiązywało Unię przez kolejne siedem lat, nie wolno zaakceptować bez spełnienia zasadniczych warunków.

Europarlamentarzyści ocenili, że nowe ramy finansowe UE powinny zapewniać niezbędne środki do wyjścia z kryzysu. Upomnieli się o znaczne zwiększenie inwestycji w innowacje, badania i rozwój, infrastrukturę i młodzież. Traktat lizboński daje im prawo do odrzucenia kompromisu budżetowego wypracowanego podczas szczytu unijnego. A lista zastrzeżeń, jakie do nowej perspektywy finansowej mają posłowie, jest naprawdę długa. W skrócie można je zamknąć stwierdzeniem: jest za mało pieniędzy, a te, które są, będą wydawane w niewłaściwy sposób. Według eurodeputowanych unijny budżet powinien być dużo większy, jego wartość powinna oscylować nawet wokół 3-5 proc. PKB krajów członkowskich. Ich postulaty mówią, że zamiast wpłat bezpośrednich z poszczególnych stolic, Unia powinna mieć własne dochody. Natomiast pieniądze powinno się wydawać na poszczególne projekty, które wspierają rozwój całej Europy, a nie przyznawać w kopertach poszczególnym krajom (taka jest filozofia zatwierdzonej perspektywy).

Jako że sposób skonstruowania nowego budżetu jest – według eurodeputowanych – anachroniczny, to grożą jego zawetowaniem. Europarlamentowi nie podoba się także zapisana w projekcie nowej perspektywy dziura budżetowa, czyli różnica między wpływami do budżetu (ustalonymi na poziomie 908,4 mld euro) oraz zobowiązaniami (w wysokości 960 mld euro) – może według nich zachwiać sposobem funkcjonowania całej Unii. W połowie marca posłowie zagrozili, że nie rozpoczną negocjacji, dopóki Komisja Europejska nie przedstawi propozycji nowelizacji tegorocznego budżetu UE oraz, że ich nie zakończą do czasu przyjęcia tej nowelizacji przez rządy i PE. Chodzi o nowelizację, która zapewni pokrycie w tym roku wszystkich niezrealizowanych płatności z 2012 r. Zeszłoroczne niedobory środków w kasie UE spowodowały, że zagrożony był m.in. program wymiany studenckiej Erasmus. Parlament chce politycznego zobowiązania od Rady, że wszystkie rachunki do zapłacenia w 2013 r. zostaną w nim zapłacone – co pozwoli uniknąć „przenoszenia” deficytu, zabronionego prawnie w UE, do nowych wieloletnich ram finansowych.

Komisja Europejska – hamulcowy?

Europarlament jednak raczej nie okaże się dużym zagrożeniem dla nowego budżetu – choć jeszcze bardziej opóźni jego realizację. Może się nim natomiast stać Komisja Europejska.

Według konkluzji ostatniego szczytu UE, zostanie ona wyraźnie wzmocniona po 2014 r., przede wszystkim zyska dodatkowe uprawnienia kontrolne. Poszczególne państwa stracą swobodę w wydawaniu przyznanych im sum. Każdy projekt wart ponad 50 mln euro (75 mln euro w przypadku projektów transportowych) będzie wymagał dodatkowej akceptacji ze strony KE, która będzie go oceniać pod względem przydatności. Poza tym Komisja będzie kontrolować stan finansów publicznych w każdym kraju członkowskim. Te, które są nadmiernie zadłużone, będą karane zamrożeniem subwencji. Decyzja będzie wchodzić w życie automatycznie, chyba że zablokuje ją Rada Unii Europejskiej większością kwalifikowaną. Dotacje będzie można zablokować właściwie za każdym razem, gdy będą one wydawane w sposób niezgodny z ekonomicznymi kierunkami rozwoju UE.

Mało precyzyjny zapis sprawia, że Komisja będzie miała szerokie pole manewru. I prawdę mówiąc, KE z tego pola manewru będzie wręcz musiała korzystać. Wszystko dlatego, że do budżetu wpisano bardzo dużą rozbieżność między wpływami a zobowiązaniami. Jako że unijny budżet nie może mieć długów, oznacza to, że z części wpisanych do perspektywy projektów trzeba będzie po prostu zrezygnować. Najłatwiej będzie wtedy, gdy Komisja wykryje jakieś niedostatki i zablokuje pieniądze. Można już dziś się przygotowywać na to, że kontrole z jej strony będą wyjątkowo częste i dokładne – a takie sytuacje jak ta, gdy KE zablokowała 3,5 mld zł na budowę autostrad w Polsce, będą się po 2014 r. powtarzać regularnie.

Przeglądy – pułapki w budżecie

Do nowego budżetu wpisano jeszcze jedną pułapkę: jego przegląd. Dwa razy, w 2016 i w 2019 r., zostanie dokonana rewizja wpisanych do niego ustaleń oraz kontrola sposobu wydatkowania środków. Stanowi to dużą pokusę, by przemodelować kształt całej perspektywy – skory do tego może być w 2016 r. Europarlament. W skrajnym przypadku mogłoby to nawet prowadzić do zlikwidowania kopert narodowych i zastąpienia ich działaniami projektowymi – dla Polski byłaby to bardzo niekorzystna sytuacja.

Bardzo ważny będzie przegląd w 2019 r. Wszystkie kraje będą musiały zamrozić 7 proc. środków, jakie otrzymują na politykę regionalną. W 2019 r. dojdzie do przeglądu sposobów wydawania subwencji i dopiero, jeśli uzyska się pozytywną opinię, będzie można wykorzystać zablokowane pieniądze. Łatwo się domyślić, że w sytuacji, gdy budżet UE cały czas nie będzie zbilansowany, Komisja wyjątkowo niechętnie będzie się zgadzała na wydanie pozytywnej opinii – tym bardziej, że kryteria oceny są nieostre. Z kolei przegląd budżetu w 2016 r. niepokoi ze względów politycznych. Dotychczas osiągnięte porozumienie jest ważne, bowiem podpisali się pod nim wszyscy przywódcy unijni – to rzadki głos jedności w coraz bardziej podzielonej Europie.

Nie można wykluczyć, że te podziały w najbliższych latach się pogłębią. Wielka Brytania mówi o referendum w sprawie członkostwa w UE. Kraje strefy euro coraz bardziej zacieśniają współpracę, a w przyszłym roku zaczną tworzyć własny, niezależny budżet. Być może za trzy lata dzisiejsza Unia będzie istnieć tylko na papierze – a kraje dziś ją tworzące wykorzystają przegląd w 2016 r. do tego, by po prostu wycofać się z przyjętych kilka tygodni temu ustaleń.

W 2005 r. zakończenie negocjacji budżetowych można było zwieńczyć głośnym „Yes, yes, yes!”. Ówczesne reguły gry sprawiały, że otrzymanie ustalonych sum było niemal oczywiste. Jeśli nie popełniło się rażących błędów w ich wydawaniu, to euro płynęły do państw wartkim strumieniem. Teraz jest inaczej – negocjacje były tylko rozgrzewką przed 7-letnim maratonem bojów z Komisją Europejską, która będzie podważać pewnie każdą przysłaną jej fakturę. Dopiero jeśli w 2020 r. okaże się, że wydaliśmy taki sam procent pieniędzy z UE, jaki uzyskamy w 2014 r., to wtedy premier będzie mógł wysłać triumfalnego SMS-a z tekstem „Załatwione!!!”.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY