Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954
sobota, 23 marzec 2013 20:44

PARTNERSTWO PEŁNE PROBLEMÓW

Napisane przez 

Miejskie Centrum Handlowo-Komunikacyjne w Łomży jest prawdziwym utrapieniem władz miasta. Na początku tego roku już po raz trzeci urząd rozpoczął poszukiwania prywatnego partnera, który – zgodnie z szacunkami – miałby wnieść nakłady rzędu 45-80 mln zł i użytkować obiekt przez następne 30 lat. Niewiele lepiej ma się sprawa w Murowanej Goślinie, niedaleko Grunwaldu, tam rok zaczął się ponownym ogłoszeniem dotyczącym renowacji, modernizacji i zagospodarowania miejscowego pałacu. Prywatni partnerzy jednak się nie spieszą.

Na głównej stronie prowadzonego przez Ministerstwo Gospodarki serwisu poświęconego Partnerstwu Publiczno-Prywatnemu wielkimi cyframi wybita jest liczba projektów: 35 znajdujących się w różnych fazach realizacji oraz 67 w fazie pomysłu. Gdyby brać pod uwagę te liczby, możnaby pomyśleć, że formuła PPP jest w Polsce właściwie czymś nowym. Realia są jednak krańcowo odmienne – pierwsze inicjatywy mające taki charakter pojawiły się w naszym kraju już w latach 90., w 2005 r. koncepcja wspólnych działań partnerów publicznych i prywatnych przybrała postać ustawy. Cztery lata później ustawę zmieniono, biorąc pod uwagę doświadczenia z poprzedniego okresu.

Formuła, której brakuje atrakcyjności

Problemem nie jest wyłącznie niewielka liczba wspólnych projektów. Jest nim również brak zainteresowania – mniej więcej co piąty projekt spotyka się z zerowym odzewem partnerów prywatnych, co prowadzi do ponowienia publikacji ogłoszenia, co z kolei podbija statystyki. Do tego należałoby też dodać częste fiasko projektów – z danych Centrum Partnerstwa Publiczno-Prywatnego wynika, że tylko w latach 2009-2010 aż 56 ogłoszonych przetargów zostało „unieważnionych, przerwanych lub realizowanych w inne formule”.

Dyskusja na temat tego, czy błąd tkwi w formule i rozwiązaniach ustawowych, czy też w praktycznych działaniach samorządów. Odpowiedź nie jest jednoznaczna, a raczej odpowiedzi jest tyle, ilu ekspertów. – Zainteresowania wśród podmiotów publicznych nie brakuje, ale nie zawsze jest ono skierowane we właściwą stronę – twierdzi Maciej Dobieszewski, naczelnik wydziału w Departamencie Innowacji i Przemysłu Ministerstwa Gospodarki. Jego zdaniem nie zawsze wybór przedsięwzięć do realizacji w formule PPP jest właściwy, często dobór ten nie bierze też pod uwagę uwarunkowań rynkowych, związanych choćby z konkurencyjnością w danej branży czy perspektywami uzyskania zysków. – Małe projekty nie przyciągną dużych inwestorów, a najwyżej lokalne podmioty. Trudno więc oczekiwać konkurencji pomiędzy wykonawcami, a bez tego walory PPP nigdy nie zostaną w pełni wykorzystane – dodaje.

- Musimy być świadomi, że model PPP nie zawsze jest atrakcyjny dla podmiotów prywatnych. Zapewnia on umiarkowany i rozłożony na lata poziom zysku, a przy tym wymaga dużych nakładów. Do takich inwestycji potrzebny jest potencjał i stabilność, których brakuje na krajowym rynku – tłumaczy Dobieszewski. – Dla inwestycji obliczonych na dziesięciolecia jest wiele atrakcyjniejszych lokalizacji – dorzuca.

Podejrzenia o praktyki korupcyjne

Kolejny problem wiąże się z postawą przygotowujących projekty samorządów. – Dla władz lokalnych takie projekty często są kojarzone z ryzykiem natury politycznej – mówi były Prezes Urzędu Zamówień Publicznych, Tomasz Czajkowski. – Bardzo często spotykam się w rozmowach z samorządowcami z obawami, że zaoferowanie partnerom prywatnym ewidentnych korzyści płynących z danego projektu, zostanie im poczytane za praktykę nie do końca etyczną albo wręcz korupcyjną. A w potencjalnej konkurencji wyborczej ich rywale będą odwoływać się do danego projektu, używając go w walce wyborczej – podkreśla.

Zabezpieczeniem się na taką ewentualność jest nierównomierne rozłożenie ryzyka – a właściwie przerzucenie go na stronę partnera prywatnego. W przygotowywanych przez samorządy projektach często ryzyko jest niemal całkowicie przerzucone na stronę prywatną, a autorzy ogłoszeń poczytują sobie to wręcz za główny atut projektu. – „Ale mamy fajną umowę, wszystkie ryzyka przerzuciliśmy na stronę prywatną”, mówią urzędnicy – opowiada Irena Skubiszak-Kalinowska, radca prawny. – Tyle że w takich postępowaniach nie ma żadnych ofert – kwituje. Dodatkowy problem po stronie partnerów publicznych pojawia się w fazie realizacji projektu. Strona publiczna wydaje środki publiczne, a następnie kontroluje i nadzoruje ich wydawanie, a co za tym idzie – realizację inwestycji. Jednak kontrola ta czasami potrafi prowadzić do sparaliżowania prac. Na styku działań podejmowanych przez partnerów publicznych i prywatnych utrzymuje się więc cały czas spora doza nieufności.

Partnerstwo to nie wolny rynek

Mimo wszystko, zdaniem eksperta Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, Grzegorza Langa, zainteresowanie biznesu przedsięwzięciami z obszaru PPP jest ogromne. – Ale trzeba też powiedzieć, że po pierwsze, partnerstwo to jednak nie jest to samo, co robienie interesów na wolnym rynku, choć jest bardzo silna tendencja ze strony partnerów prywatnych, żeby to upodobnić do działań rynkowych. Natomiast interesy publiczne też muszą być wzięte pod uwagę twierdzi Lang. – Obie strony muszą troszeczkę odejść od swoich pozycji. Prywatny biznes musi zaakceptować, że np. inwestycja w szkoły to nie to samo, co inwestycja np. w centrum handlowe. Natomiast podmioty publiczne muszą zaakceptować, że partnerstwo publiczno-prywatne to nie jest czarodziejska różdżka i nic nie zostanie nagle za darmo zrobione – podkreśla ekspert Lewiatana.

Grzegorz Lang posługuje się tu przykładem hali koncertowej w 200-tysięcznej miejscowości. – Na wybudowanie są środki unijne, ale samo utrzymanie jest piekielnie drogie. Dla partnera prywatnego jest to możliwe, ale jeżeli znajdzie rynek. Natomiast podmiot publiczny często chciałby mieć to za darmo i jeszcze halę użytkować. Niestety, jest to zderzenie interesów – podkreśla.

Kontrowersje towarzyszą też rozwiązaniom prawnym. – Od początku realizacji projektów w formule PPP najwięcej kontrowersji budzi brak jednoznacznych przepisów prawnych. Stale wprowadzane nowelizacje do ustawy o partnerstwie publiczno-prywatnym oraz nadal znikoma ilość podjętych prób realizacji projektów w formule PPP w Polsce – świadczą o tym, że największym problemem jest jednak słabość uregulowań prawnych – twierdzi prezydent Rybnika, Adam Fudali. Jednocześnie jednak pewna ogólność przepisów była wcześniej postrzegana jako atut obowiązującego prawa. – Z pewnym zdziwieniem zauważam, że przedsiębiorcy i samorządowcy teraz domagają się uszczegółowień. Ustawa o partnerstwie napisana została w oparciu o pięć bardzo ogólnych reguł. Te reguły naprawdę były przestrzegane. Wtedy było to bardzo pozytywnie oceniane – twierdzi Grzegorz Lang. Od tamtej pory trwa jednak uszczegóławianie rozwiązać, które – zdaniem eksperta – może rozwiązywać jedne problemy, ale też tworzyć kolejne.

Problem na lata?

Niestety, wydaje się, że dyskusja i poszukiwanie skutecznych rozwiązań dla projektów PPP będą jeszcze trwać dosyć długo. „W ubiegłym dziesięcioleciu przetarte zostały pierwsze ścieżki i zdobyte zostały pierwsze, często nienajlepsze doświadczenia” – piszą autorzy raportu o PPP przygotowanego przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego. „Relatywnie krótki okres trzech lat, od wejścia w życie ustaw o partnerstwie publiczno-prywatnym i o koncesji na roboty budowlane lub usługi w lutym 2009r., nie daje materiału do pogłębionej analizy” – dodają. W tej sytuacji najważniejsze pytanie brzmi: ile jeszcze czasu potrzebujemy na to, by skonstruować optymalne warunki dla działalności, w której partnerzy publiczni i prywatni będą mogli łączyć siły.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY