Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 53.

sobota, 23 marzec 2013 14:27

Białostockie pisanki Podhalanki

Napisane przez 

Kiedy w domu Aleksandry Mosiejczuk czuć zapach wosku, domownicy mówią, że… nadchodzi wiosna. Zaczyna się wielkanocne malowanie pisanek.

Po rodzicach– z domu Wojdyła – jest góralką. Mama urodziła się pod Tarnowem, a tata w Rabce Podhalańskiej. W górach przede wszystkim kultywuje się święta Bożego Narodzenia, mimo to pani Aleksandra ma szczególne zamiłowanie do robienia batikowych pisanek. Dzisiaj jest coraz więcej dostępnych w sklepach „sprytnych” i wymyślnych rzeczy, które ułatwiają dekorację jajek, jednak jej pisanki powstają tradycyjnymi metodami ludowymi, a wzornictwo pochodzi z… Białostocczyzny.

Podlaskich motywów nauczyła się od starszej koleżanki – suwałczanki Władysławy Brzezińskiej. Najpierw ją podpatrywała, a od czterdziestu lat, w sezonie, sama przygotowuje setki pisanek.

Zanim rozpoczynamy rozmowę o wielkanocnych zwyczajach i tradycjach, pokazuje, jak wykonać taką piękną pisankę. Wydaje się, że do ich robienia nie potrzeba wielkich nakładów, ale ich twórczyni przyznaje: w tej sztuce przydają się zdolności manualne.

− Do zdobienia najlepsze są białe jajka, chociaż coraz ciężej je dostać – mówi Aleksandra Mosiejczuk. – Przy farbowaniu niekoniecznie musimy ograniczać się do sztucznych barwników. Już dawno temu ludzie wymyślili na to naturalne sposoby. Intensywne kolory możemy uzyskać, zanurzając jajka w wywarze z buraków, który nadaje mocną, różową barwę. Z gotowanych skorupek orzecha włoskiego i kory dębu wychodzą czarne jajka. Z kolei z gotowanych łupin cebuli i olchowych szyszek uzyskuje się wyrazisty, brązowy kolor. Czarne jagody barwią na niebiesko. Całkiem niezła okazuje się również krepina, a jej zaletą jest to, że jeżeli chodzi o różnorodność barw nie ma granic – odsłania tajniki swojego warsztatu.

Wosk uzyskuje się z kolei ze świeczki lub z bryły wosku od pszczelarza, topiąc go na małym ogniu. Trzeba jednak uważać: zbyt mocno podgrzany czernieje. Potem pani Aleksandra maluje pierwsze wzory ołówkiem z wbitą w gumkę szpilką z dość dużą główką, która pozostawia charakterystyczną „łezkę”. Farbuje jajko na żółto. Znowu dodaje ozdobne motywy i wrzuca jajko do czerwonego barwnika. Jeszcze raz nakłada batiki i zanurza w granatowej farbie. A na koniec ściera wosk.

Nie jest to, jak widać, takie proste. Kolory na pisankach można dobierać według uznania, pamiętając jednak o zasadzie – od najjaśniejszego do najciemniejszego.

Kiedy pierwsza pisanka nasiąka kolorami, pani Aleksandra opowiada o swojej kolekcji baranków. Ma ich około stu i, jak mówi, nie jest to żaden cenny zbiór – ale można się w nim doszukać kilku wyjątkowych egzemplarzy. Wśród najbardziej typowych wielkanocnych baranków można znaleźć baranka z Bolesławca, niemieckiego, amerykańskiego, spod krokwi w Zakopanem, wykopaliskowego ze Słowacji. Baranki są z różnych materiałów: plastikowe, pluszowe, porcelanowe. Jeden z nich jest nawet w dekoracyjnej śnieżnej kuli. Mają też różne funkcje: jest baranek gwizdałka, baranek zegar i przylepki na lodówkę – też baranki.

Jednego roku – wspomina − z kuzynką zrobiła tysiąc pisanek… w sierpniu. Zamówienie złożyli Austriacy, którzy polowali w okolicach Wałcza i zatrzymali się u jej rodziców. − Z nieba lał się żar, okna były pootwierane na oścież – opowiada pani Aleksandra – ale za pieniądze zarobione wtedy na pisankach kupiłam pierwszy kolorowy telewizor – uśmiecha się.

Zwykle pisanki sprzedaje w Muzeum Ziemi Wałeckiej, gdzie jest kustoszem, ale jak podkreśla to nie żaden sposób na świąteczny biznes, a hobby. Jej białostockie, wielobarwne pisanki można również obejrzeć w wiejskiej chacie w skansenie, w Osieku nad Notecią.

Najmniej w tym całym robieniu pisanek lubi… wydmuchiwać jajka. Ze „środków” piecze za to mnóstwo ucieranych ciast, przyrządza domownikom jajecznicę albo rozdaje wśród znajomych.

Wielkanocne jajka różnią się, w zależności od miejsca, gdzie powstają. − Tam, skąd pochodzę, w Krakowskiem, nie robiło się pisanek, tylko jednobarwne kraszanki, w Opolskiem − drapanki, w Łowickiem – naklejanki, na Kurpiach oklejane są sitowiem, na Mazurach jajka przeplata się kolorową włóczką, a białostockie pisanki charakteryzuje wielobarwność – sięga do regionalizmów Aleksandra Mosiejczuk, z wykształcenia, było nie było – etnografka.

− Już w czasach pogańskich jajko było symbolem budzącego się życia – odnosi się z kolei do historii pani Aleksandra. – Najstarsza zachowana polska pisanka została znaleziona w wykopaliskach na Śląsku, w Ostrowiu, i jest najprawdopodobniej z X wieku, ale już najstarsza na świecie pisanka, pochodząca z terenu dawnej Persji – ma 4000 lat! Jajka malowali również chrześcijanie. Według przypowieści, kiedy św. Magdalena płakała nad grobem Jezusa, ukazał się jej anioł i rzekł: Nie płacz, Chrystus zmartwychwstał. Gdy wróciła do domu, na stole znalazła jajka zabarwione na czerwono – tłumaczy niezwykła artystka.

Na Podhalu jest o wiele mniej zwyczajów dotyczących świąt wielkanocnych. Od rodziców pani Aleksandra przejęła sposób robienia palm, takich w rodzaju bukietu. Układa je z bazi i świeżych kwiatów, przeplatając wstążkami z kolorowej bibułki. Bardzo lubi palmy wileńskie z barwnych trawek. Dziś można je kupić chociażby na krakowskim Rynku.

− Wielkanocny zając, czyli szukanie drobnych podarunków, to nie jest polski zwyczaj, dotarł do nas z Niemiec i Wielkopolski – wyjaśnia. − Jajka to też nie tylko pisanki. W czasie Wielkanocy można się nimi bić lub toczyć po trawie.

Ogólnie o potrawach wielkanocnych mówi, że są oparte na zieleninie. Z Podhala zna sodrę – zupę przyrządzaną z niezjedzonych resztek święconki. Wrzuca się do niej pokrojony w kostkę chleb, kiełbasę, jajka. Doprawia chrzanem. Trzeba też pamiętać o jednym: ze święconką do kościoła idzie najmłodszy w rodzinie.

O tradycjach i zwyczajach wielkanocnych mówi, że są dzisiaj w zaniku. Kiedyś ludzie bardziej nabierali się na primaaprilisowe żarty. − Sama uwierzyłam wujkowi, że przed moim domem idą słonie i pobiegłam do okna, żeby je zobaczyć. Śmigus-dyngus dawniej był szalenie popularny. Dzisiaj to zabawa dzieci, a kiedyś wodą lali się młodzi ludzie. Nie wiem od czego to zależy: brak chęci, lenistwo?!... – utyskuje.

A tymczasem jedną z pisanek kupiła jakaś pani i chwali, że „dzieło” to przypomina, jak kruche bywa życie i że trzeba się z nim obchodzić, jak z… jajkiem.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY