Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 44.

poniedziałek, 26 listopad 2012 17:12

Partnerstwa lokalne: Sztuka lokalnego działania

Napisane przez 
Foto: Archiwum Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego/Program Rozwoju Bibliotek Foto: Archiwum Fundacji Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego/Program Rozwoju Bibliotek

Ostatnio zmienia się nieco polska scena społecznego działania. Powstaje coraz więcej lokalnych partnerstw, grup obywatelskich, inicjatyw lokalnych.

Mieszkańcy, zarówno małych miejscowości, jak i wielkich miast, coraz częściej chcą mieć wpływ na swoje otoczenie. Chcą wiedzieć, na co przeznaczane są społeczne pieniądze, włączać się w proces ich wydatkowania. Ale także wychodzą naprzeciw potrzebom swoich sąsiadów, sami szukają środków, by rozwiązywać ważne dla małych społeczności sprawy.

Choć według badań CBOS z 2010 roku aż 60 proc. Polaków wciąż uważa, że nie ma wpływu na sprawy publiczne na poziomie ogólnokrajowym, a 45 proc. mówi, że nie ma możliwości decydowania o sprawach swojego miasta i gminy. Zdecydowana większość naszych rodaków ciągle uznaje, że to władza decyduje o ich życiu w jego najróżniejszych przejawach.

Coś jednak w tych odczuciach społecznych się zmienia, bo jednocześnie aż 79 proc. Polaków wierzy we współpracę z innymi ludźmi, która będzie prowadzić do lokalnego rozwoju.

Mali i duzi

Partnerstwa lokalne nie są organizacjami, stowarzyszeniami, fundacjami. To pewien ruch społeczny, jednoczący sieć instytucji, które chcą działać na rzecz społeczności lokalnych, a także likwidować społecznie negatywne zjawiska. Często jednoczą się w partnerstwa podmioty publiczno-prywatne, które podpisują krótko lub długotrwałe porozumienia przy realizacji konkretnych działań.

Zwykle zawiązują koalicje: domy kultury, ośrodki pomocy społecznej, organizacje pozarządowe. Bywa, że ruch skupia szkoły wyższe, biblioteki, biznesmenów. Powstają także partnerstwa obywatelskie – zrzeszające przeważnie osoby prywatne. Zawiązują się one w mniejszych ośrodkach, np. w gminach. Czasami przybierają formę inicjatywy lokalnej, wtedy bierze w niej czynny udział samorząd. On też może partycypować w działaniach, których inicjatorami są mieszkańcy.Wynika to z przepisów Ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie. Przykładem takiej inicjatywy lokalnej jest Stowarzyszenie Klon/Jawor.

Zdarzają się także duże koalicje. Projekt „Decydujmy razem” obejmuje na przykład już 8 regionów w Polsce i skupia niemal 400 samorządowców, przedstawicieli organizacji pozarządowych i osób zainteresowanych partycypacją mieszkańców w kwestiach publicznych. Uczestniczą w projekcie jako szkoleniowcy: Fundacja Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych, Stowarzyszenie Centrum Wspierania Aktywności Lokalnej (CAL), Fundacja Rozwoju Demokracji Lokalnej oraz Instytut Spraw Publicznych Uniwersytetu Warszawskiego.

W 108 gminach i powiatach z całej Polski w ramach działań „Decydujmy razem” trwa budowanie i testowanie mechanizmów partycypacji. Do połowy 2014 r. zostaną w ramach projektu podjęte wielowymiarowe działania, które pozwolą zaktywizować społeczności m.in. poprzez uczenie metod działania, prowadzenia dialogu, zasad funkcjonowania instytucji publicznych.

Kto zawiązuje partnerstwa?

„Partnerstwami mogą być inicjatywy mieszkańców na rzecz wybudowania boiska, koalicje wokół problemów bezpieczeństwa, stowarzyszenia osób niepełnosprawnych, Lokalne Grupy Działania, czy po prostu lokalne partnerstwa z udziałem przedstawicieli gminy, instytucji samorządowych (szkoła, ośrodek pomocy społecznej), lokalnego biznesu (właściciel stacji benzynowej, sklepikarz, kowal-artysta) i aktywnych grup mieszkańców” – czytamy na stronie internetowej „Witryna Wiejska”.

Jeśli członkami ruchu są instytucje, ich przedstawiciele spotykają się zwykle w godzinach pracy. Ustalają wspólne działania. Co niesłychanie ważne, często się szkolą. Zdarza się, że i oni organizują szkolenia: dla urzędników, np. jak się kontaktować z osobami chorymi psychicznie, niesłyszącymi, jak rozmawiać z osobami starszymi, które często nie rozumieją języka, jakim przemawiają do nich urzędnicy.

Kto działa w partnerstwach lokalnych?

Działają w nich ludzie, którzy lubią innych, lubią pracować w grupie. Ale też tacy, którzy potrafią dać drugim przestrzeń do działania, nie myśląc tylko o splendorach, w razie powodzenia, dla siebie. Potrafią pochwalić czyjąś pracę, dzielić się doświadczeniem.

- Tak rzadko umiemy się cieszyć z cudzego sukcesu – mówi Grażyna Gnatowska, wiceprezes Centrum Wspierania Aktywności Lokalnej (CAL). Dlatego ludzie nie chcą pracować z innymi. Sądzą, że ktoś nimi manipuluje, ma coś „do ugrania”. Kiedy zaczynaliśmy pracę w Koalicji na Rzecz Ochoty podejrzewano nas, że chcemy przejąć władzę w dzielnicy, że jesteśmy przeciwko rządzącym.

A oni są raczej „za”, niż przeciw komukolwiek. Kiedy inicjowali to dzielnicowe partnerstwo, zawarli kontrakt o współpracy, bardzo precyzyjnie określili zasady. Zapisali w nich: dobrowolność udziału, równość partnerów wobec siebie, jednakowe prawo głosu – niezależnie od sprawowanej na co dzień funkcji, działanie ponad podziałami – i tymi politycznymi, i społecznymi, i religijnymi. Te zasady właśnie spowodowały, że partnerstwo na Ochocie się trzyma i działa już 12 lat. Obecny burmistrz szanuje zasady tego koalicyjnego „okrągłego stołu” i je akceptuje.

- Zawsze, kiedy przychodził do nas ktoś nowy, czytaliśmy mu na spotkaniu głośno te wypracowane wspólnie zasady. Widziałam, jak wytrącało to oręż z dłoni niektórym politykom, którzy liczyli, że staną się przy okazji ojcami koalicyjnych sukcesów i zaskarbią sobie poparcie w przyszłych wyborach. Dzisiaj coraz więcej osób włącza się w nasze działania, także tych niezrzeszonych. Kiedy robiliśmy „Dzień sąsiada”, docierało do nas, że właściciele ochockich restauracji – „Latającego Kufra” czy Baru „Pod Skrzydłami” częstowali swoich sąsiadów kiełbaskami z rusztu za złotówkę, czy pajdą chleba ze smalcem. Dzisiaj już pytają, jak mogą się w przyszłym roku przydać – dopowiada Kierowniczka Klubu Osiedlowego „Surma”, filii Ośrodka Kultury Ochoty w Warszawie.

Jak się zorganizować?

Zwykle któraś z instytucji inicjuje współpracę. Czasem jest to Biblioteka Publiczna, czasem Ośrodek Pomocy Społecznej. Najpierw instytucja inicjująca zaprasza na wspólne spotkanie, które ma być poświęcone rozwiązaniu konkretnego problemu. To ważne, bowiem punktem wyjścia do organizacji partnerstwa jest konkret, jakaś lokalna społeczna bolączka. Dlatego zapraszani są ci, którzy mogą pomóc go rozwiązać. Ale później często przejmuje przywództwo ktoś inny. W ramach partnerstw wyodrębniane są komisje, np. ds. animacji społecznej, ds. seniorów, ds. osób niepełnosprawnych, czasem komisje specjalne, powołane do realizacji konkretnego projektu, np. opracowania przewodnika po instytucjach publicznych dla seniorów, jak to miało miejsce na Ochocie.

Ludzie wolą przychodzić do partnerstw niż do urzędów. Zwłaszcza starsi. Jest im wstyd, że nie rozumieją, co mówi do nich urzędnik. W powołanym w klubie osiedlowym „Surma” w Warszawie Punkcie Informacji Obywatelskiej dyżurują prawnicy, którzy udzielają mieszkańcom nieodpłatnych porad. Konieczne są zapisy. Przychodzą osoby, które proszą o napisanie podania, przetłumaczenie niezrozumiałego urzędowego pisma, o poradę w sprawach spadkowych, ZUS-owskich, a nawet karnych.

Zdarza się, że to urzędnicy proszą partnerstwa o pomoc i zorganizowanie szkoleń w zakresie komunikacji z osobami o różnym statusie.

Na wsi – inaczej

W miastach nie sprawdzają się partnerstwa obywatelskie. Zwykle pozostają fasadowe, papierowe. Inaczej jest na wsi i w małych miasteczkach.

Na Mazowszu, w gminie Liw, Jolanta Rostek utworzyła Liwskie Stowarzyszenie Wspierania Przedsiębiorczości oraz Aktywizacji Społeczności Lokalnej.

- Dzięki działaniom stowarzyszenia oraz powstałemu nieco wcześniej z inicjatywy szefowej GOPS Elżbiety Lutostańskiej Partnerstwu na Rzecz Rozwoju Ziemi Liwskiej, w nowej rzeczywistości zaczęły się odnajdować poszczególne wsie, do niedawna jeszcze jakby uśpione. Dzięki inicjatywie Jolanty Rostek i dużemu zaangażowaniu mieszkańców powołano na nowo Ochotniczą Straż Pożarną we wsi Borzychy i w dwa lata wyremontowano remizę strażacką, niewielkim kosztem - z kompletnej ruiny powstała ładna świetlica - małe Centrum Aktywności Lokalnej – czytamy na stronie „Witryna Wiejska”.

Rozpoczął w tejże gminie działalność Klub Kobiet „Borówczanki”, który organizuje dla mieszkańców imprezy: Sylwestra, wesela, pikniki. Kiedy pracowniczka GOPS pozyskała od sponsorów materiały budowlane, okna, biurka, krzesła, komputer, możliwe było w Popielowie wyremontowanie wspólnymi siłami zakupionej przez mieszkańców dawnej zlewni mleka. Tak powstała świetlica wiejska dla dzieci i młodzieży, z której korzysta w godzinach popołudniowych około czterdziestu młodych ludzi. Opiekuje się nimi dwóch wychowawców oraz wolontariusze. Aktywni mieszkańcy wsi Popielów postanowili również zbudować dla dzieci i młodzieży boisko. Wychowawcy świetlicy zorganizowali festyn dla pozyskania środków na jego budowę oraz doposażenie świetlicy.

„Moja Gmina – moja sprawa. Razem możemy więcej” – to hasło, które przyświecało powołaniu partnerstwa w Osieku Małym. Zainicjowali je pracownicy Gminnej Biblioteki Publicznej. Pierwsze spotkanie miało charakter szkoleniowy. Założyciele nazwali je Partnerstwem na rzecz Edukacji i Aktywizacji mieszkańców gminy.

W gminie Miękinia członkami Partnerstwa na rzecz osób niepełnosprawnych, starszych i samotnych są:Publiczne Przedszkole w Miękini, Powiatowy Urząd Pracy w Środzie Śląskiej, Komenda Powiatowa Policji w Środzie Śląskiej, Zespół Szkół w Miękini, Urząd Gminy Miękinia, Warsztaty Terapii Zajęciowej w Środzie Śląskiej, Firma LAMAR, Prywatny Dom Osób Starszych „ Maria”, Samorządowy Ośrodek Kultury, Nadleśnictwo Miękinia, Zespół Szkół w Lutyni, Stowarzyszenie Ludzi Aktywnych, FHU Tomasz Szypura”, Stowarzyszenie Nasza Brzezina, Miękiński Uniwersytet Trzeciego Wieku i Fundacja „Przede Wszystkim”.

Dzisiaj, w zjednoczonej Europie, idea partnerstw służy promocji rozwoju lokalnego, skutkuje spójnością społeczeństw i wpływa na poczucie ich tożsamości.

Skąd biorą pieniądze?

Nie pieniądze są najważniejsze. Najpierw musi być diagnoza potrzeb, cel, na który pieniądze mają być przeznaczone. Kiedy wiemy, że coś jest bardzo potrzebne, zawsze środki się znajdą. Reprezentujemy przecież w partnerstwie różne instytucje, które mają zapisanych w swoich statutach wiele działań, indywidualnie mamy wiele doświadczeń. Kiedy młodzież chciała wydawać dzielnicową gazetę, znaleźliśmy sponsora, który ją finansował. Wydawaliśmy ją potem przez dziewięć lat. Młodzieży chodziła po głowie gazeta bez cenzury. Mało tego, ta młodzież współpracowała potem ze starszymi mieszkańcami dzielnicy, zamawiając teksty dotyczące np. historii okolicy. Spierała się też o tę wydawniczą wolność z koordynatorką projektu – mówią członkowie Koalicji na rzecz Ochoty. Tak w inicjatywę młodzieży angażowali się ludzie z różnych środowisk.

Pomagają partnerstwom w pozyskiwaniu środków organizacje pozarządowe, fundacje, stowarzyszenia, ale i wspiera konkretne projekty mądra władza lokalna, realizując swoje gminne czy miejskie zadania. Nigdy jednak ruch tych działań nie rozlicza, bo nie ma osobowości prawnej. Czynią to ci, którzy z partnerstwami zadania realizują: np. OPS-y. Warszawski projekt „Pedagog ulicy” jest obecnie prowadzony i rozliczany przez Fundację Marii Grzegorzewskiej, a jego partnerem była Akademia Pedagogiki Specjalnej.

Potrzebny jest czas i sojusznicy

Młode partnerstwa skupiają się często na zbyt wielu działaniach, a tu bardziej trzeba się zogniskować na relacjach z ludźmi. Zrobić wspólnie coś małego, żeby się udało. Kiedy sprawa nie wyjdzie, ludzie się zniechęcają. Uważam, że robienie czegoś pod presją czasu nie przynosi dobrych efektów, bo szybko wypala ludzi – komentuje Grażyna Gnatowska, jedna z inicjatorek Koalicji na Rzecz Ochoty.

Przedstawiciele partnerstw przyglądają się problemom. Nad formami współpracy długo debatują. Nie zgadzają się na anonimowość ani w miastach, ani w małych miejscowościach. Szukają pomocy wśród instytucji do tego powołanych. Biblioteki mają swój ruch - Program Rozwoju Bibliotek i Fundację Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego. Całą Polskę obejmuje swoim działaniem Centrum Wspierania Aktywności Lokalnej (CAL), które proponuje fachowe, prowadzone przez przygotowanych wszechstronnie trenerów szkolenia. Aktywnie działa na rzecz dobra publicznego organizacja pozarządowa: Stowarzyszenie BORIS (Biuro Obsługi Ruchu i Inicjatyw Społecznych) – członek SPLOT (Sieć Wspierania Organizacji Pozarządowych) i Federacji Organizacji Służebnych. Prowadzi ono poradnictwo, konsultacje, szkolenia i pomaga w tworzeniu koalicji lokalnych. Od dwóch lat realizuje też projekt SCWO – Stołeczne Centrum Współpracy Obywatelskiej, w ramach którego pomaga partnerstwom warszawskim. Dzięki BORIS-owi powstały nowe partnerstwa, np. na Mokotowie. Członkowie BORIS-u uważają, że „państwo powinno włączać się tylko w te działania, z którymi zorganizowane grupy obywateli sobie nie radzą.”

Rzadko niestety grupy współpracują z lokalnym biznesem. Problem ten dojrzewa jednak, a uświadomienie go sobie, to już sukces.

Nie zawsze wszystko im się udaje. Czasem komisje partnerstw są zawieszane. To nie jest dziwne. Takie jest życie. Biegnie sinusoidalnie – raz w górę, a raz w dół. Wtedy trzeba poczekać. Nie wolno niczego robić na siłę – mówią społecznicy.

Partnerstwa lokalne rozpoczęły swoją działalność, np. w krajach anglosaskich, w latach 80-tych XX wieku. W krajach zachodnich mieszkańcy bardzo żywo uczestniczą w życiu swoich miejscowości. Dzisiaj konsultują projekty, są pytani o zdanie nawet w sprawach według nas błahych. Dzięki temu wiedzą o bolączkach sąsiadów, nie pozostają anonimowi, mają wpływ na rozwój ich najbliższego otoczenia. Czyżby i u nas zaczynał powiewać wiatr z zachodu? Może na razie jest słaby, ale z pewnością się nasila.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY