Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 51.

sobota, 23 marzec 2013 13:50

MARUDERZY DOSTANĄ PO KIESZENI

Napisane przez 

Z Przewodniczącym senackiej Komisji Samorządu Terytorialnego i Administracji Państwowej, senatorem Januszem Sepiołem, rozmawia Mariusz Janik

MARIUSZ JANIK: Do wejścia w życie znowelizowanej ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach pozostało zaledwie kilka tygodni. Czy polskie gminy, biorąc pod uwagę dotychczasowe opóźnienia i spory, zdążą w tym terminie z wprowadzeniem wszystkich wymaganych zmian?

JANUSZ SEPIOŁ*: Jestem optymistą. Wydaje mi się, że wcześniej część gmin zachowała się bardzo racjonalnie, wstrzymując realizację przewidzianych ustawą procedur – kiedy było wiadomo, że Senat wprowadzi jeszcze poprawki do tego aktu. Ustawa została jednak znowelizowana – i teraz nie ma już na co czekać: więcej zmian nie będzie, dalsze wstrzymywanie się od działań to wyłącznie strata czasu.

Jak poprawki Senatu zmieniły ustawę śmieciową?

Przede wszystkim dotykały najważniejszej w odbiorze społecznym kwestii, czyli sposobu naliczania opłat. Do tej pory sytuacja była „sztywna” – konieczne było przyjęcie jednego z kryteriów wyliczania ceny usług. Senat stworzył możliwość stosowania podejścia indywidualnego oraz różnicowania obszarowego. W efekcie powstają zupełnie nowe możliwości kształtowania ceny odbioru śmieci. Nie jest to więc jakaś drobna poprawka stylistyczna, lecz zasadnicza zmiana merytoryczna.

Co teraz stanie się z ruchem przeciwników ustawy?

Kto złożył skargę do Trybunału Konstytucyjnego, ten raczej się z niej nie wycofa. Ale myślę, że poprawki odebrały przeciwnikom ustawy znaczną część argumentów, również tych uzasadnionych. Tylko najbardziej zdeterminowani będą dalej się sprzeciwiać. Praktyka powinna jednak uspokoić nastroje.

Ustawa weszłaby w życie tak czy inaczej, w tej formie czy innej. Warto było się buntować?

Te samorządy, które poczekały z przyjmowaniem stosownych uchwał i rozwiązań, na pewno nie zrobiły błędu. Ale zaskakuje mnie lęk – a właściwie pogłoski – dotyczący radykalnego zwiększenia kosztów dla producentów śmieci. Bo cóż się w rzeczy samej zmienia? Śmieci będziemy teraz zbierać więcej, więc w gruncie rzeczy koszty powinny spaść. A wygląda na to, że koszty będą rosły…

Według niektórych szacunków nawet o 100 procent!

Rzeczywiście, może być tak, że dla pewnej grupy producentów śmieci mogą one istotnie wzrosnąć. Ale za to dla innych powinny w znacznej mierze spaść. To jest związane ze sposobami naliczania opłat: przy kryterium powierzchni dla jednej osoby mieszkającej w lokalu zapewne wzrosną, przy liczeniu na podstawie zużycia wody – im więcej jest użytkowników, albo im więcej cieknących kranów, tym cena będzie wyższa. Jednak per saldo nie ma powodów, żeby opłaty rosły.

Mam inne podejrzenie: część samorządów może chcieć wykorzystać tę sytuację dla podniesienia swoich dochodów i poprawy stanu finansów. Mieliśmy już taki przypadek przy okazji zmian dotyczących opłat za przedszkola. Ustawa pozwoliła samorządom na swobodne kształtowanie tych opłat – i okazało się, że wszędzie gwałtownie wzrosły. Czy i tym razem, zasłaniając się wymogami ustawowymi, gminy nie chcą zrobić interesu? Nie wiem, ale muszę przyznać, że sytuacja budzi pewne podejrzenia.

Ależ, gdyby gminy miały na tym zarobić, wszystkie uchwały już dawno byłyby podjęte, a przetargi rozstrzygnięte. Nie byłoby mowy o żadnym buncie śmieciowym!

Gdyby było to takie ewidentne, byłyby też konsekwencje polityczne – przy urnach wyborczych. Już przecież widzimy napięcia społeczne, jakie towarzyszą wprowadzaniu nowych rozwiązań. Zresztą może dotyczą one tych miejsc, gdzie większość mieszkańców do tej pory pozbywała się śmieci w lasach i potokach? Sytuacja wzrostu jednostkowych cen przy pełniejszym zbiorze śmieci wymyka się jednak logice. I to dodatkowo w sytuacji, gdy firmy zajmujące się tym zbiorem muszą zostać wybrane w przetargu, czyli w postępowaniu konkurencyjnym. Generalnie w takim przypadku ceny powinny być niższe niż w przypadku monopolu, jaki wcześniej w wielu miejscach należał do przedsiębiorstw komunalnych.

Przecież to nowe przepisy tworzą de facto monopole. Na poziomie każdej gminy będziemy odtąd skazani na jedną firmę. Podpisana na kilka lat umowa „na wyłączność” wyeliminuje w tym okresie całą konkurencję, która nie będzie miała na czym zarabiać. I padnie.

Sporo zależy od roztropności władz danej gminy. Od tego, co będzie przedmiotem przetargu, na jakie obszary będą rozpisane poszczególne postępowania. Proszę pamiętać, że istnieje możliwość podzielenia gminy na mniejsze jednostki. Oczywiście, jeżeli robimy przetarg na całą gminę, ustanawiamy nowy monopol, narażamy się na sytuację, w której jedna firma będzie wkrótce dyktować warunki. Ale już mając kilka przetargów obszarowych, to mamy kilka firm w obrębie gminy, możemy porównywać ceny, jakość i efektywność ich pracy. Łatwo też można jedną firmę zastąpić inną. Konkurencja zostaje zachowana.

Silna, dominująca, dysponująca zapleczem finansowym i organizacyjnym firma wygra wszędzie, nawet zaniżając cenę na jakiś czas. Mało było takich przypadków?

Od tego mamy Urząd Antymonopolowy, żeby zapobiegał nadmiernej koncentracji. Pytanie tylko, kiedy do niej dochodzi: czy w sytuacji, gdzie dana firma ma połowę gmin w Polsce, czy tylko na przykład całą Warszawę.W każdym bądź razie, jeżeli Urząd uzna, że któraś z firm narusza przepisy antymonopolowe, może zakazać jej startu w kolejnych przetargach.

Tak czy inaczej wyniki tych przetargów zdecydują o „być albo nie być” wielu firm zajmujących się zbieraniem śmieci. Nie grozi nam wobec tego fala skarg na rozstrzygnięcia przetargów?

Wydaje mi się, że ten rynek jest duży i rozproszony. Konkurencja jest na nim sytuacją normalną. Gminy, w których przedsiębiorstwa komunalne obsługują całość albo znaczną część rynku, to mniejszość. Sytuacja, o której Pan mówi, jest możliwa teoretycznie, ale nie praktycznie.

Te małe firmy, które przegrają na swoim terenie, a nie będzie im się opłacało przenosić działalności gdzie indziej, mogą rzeczywiście paść. Ale takie są prawa gospodarki rynkowej. To podobnie, jak z problemami firm budowlanych – nie tak dawno przez Polskę przetoczyła się fala upadłości w tej branży. Ale nie ubolewałbym nad tym, bo najczęściej rzecz dotyczyła firm, które nie zatrudniały murarzy czy operatorów koparek, ale hordy prezesów i prawników. Robotę i tak wykonywał ktoś inny.

A jak te nowe rozwiązania przełożą się na czystość naszych lasów i rzek?

To, co za – powiedzmy – trzy lata będzie się działo w naszych lasach i potokach, to podstawowe kryterium oceny, czy nowa ustawa działa. Przy czym na te skutki również trzeba patrzeć przez pryzmat indywidualnych uwarunkowań: gęstości zaludnienia i zalesienia, czy tego, do kogo należą lasy.

Weźmy Małopolskę – obszar gęsto zaludniony, z dużą ilością lasów prywatnych. Tam przed laty sytuacja była dramatyczna. Gdy byłem marszałkiem województwa małopolskiego, co jakiś czas przeznaczaliśmy ogromne środki na utylizację dzikich wysypisk śmieci. Jak tylko kończyła się jedna akcja, zaczynała się następna. W miejsce jednego usuniętego wysypiska powstawało nowe. Ze wstydem przyznaję, że na południu Polski wciąż uważa się, że najlepszym miejscem wyrzucania odpadów są potoki. Wiosną przyjdzie „duża woda” i zabierze wszystko, nawet starą wersalkę i opony.

Na szczęście, rośnie też świadomość problemu. Jest on poważny, ale już nie tak, jak dziesięć czy dwadzieścia lat temu. Nowa ustawa śmieciowa wprowadza dodatkowo mechanizmy wymuszające segregację i minimalizację ilości odpadów. Tych elementów nowego prawa opinia publiczna w tej chwili jeszcze nie dostrzega, ale one – również przez politykę cenową – sprawiają, że będziemy musieli poświęcić naszym śmieciom więcej uwagi. Zmiana mentalności to również ważne kryterium działania tej ustawy.

Śmieci będzie więcej, będą posegregowane. Czy gminy są przygotowane na taką zmianę ilościowo-jakościową?

Nawet jeśli nie są, to będą. Przykładem na podobny proces jest ustawa o odpadach, wprowadzająca dla dużych regionów obowiązek utylizacji. W ślad za nią ruszył sektor prywatny – w tej chwili mamy aż nadmiar ofert na budowę instalacji utylizacyjnych. Są na to pieniądze, mamy znaczące wsparcie z funduszy unijnych – można zarobić, więc chętnych do działań nie brakuje. A więc nawet jeśli nie ma infrastruktury, to ona szybko powstanie.

Najważniejsze, by zwiększyć tę masę odpadów, przejąć ją w całości i zapewnić znacznie wyższy poziom recyklingu. Żeby nie trafiały na wysypiska, tylko były przerabiane i zasilały polską gospodarkę, z energetyką na czele. Nie wyważamy tu żadnych drzwi, wszystkie nasze sąsiednie kraje już przez to przeszły – czy to Dania, czy Niemcy albo Austria. To taka sama droga, jak u nich: przejęcie odbioru śmieci przez samorządy, centralizacja gospodarki odpadami, stworzenie specjalistycznych instytucji, wydzielenie odpadów niebezpiecznych i uciążliwych, osobny system ich zbioru i utylizacji. My tylko powtarzamy tę drogę z kilkuletnim spóźnieniem. I obyśmy mieli za kilkanaście lat taką sytuację pod względem ekologicznym, jak oni.

Kilkanaście lat to daleka perspektywa, tymczasem zostało nam kilka tygodni na dokończenie procedur. Co stanie się z maruderami?

Nie załamywałbym rąk, jeżeli dojdzie do opóźnienia o miesiąc czy dwa. Gorzej, gdy jakaś gmina nadal nie będzie wypełniać wymogów – i sytuacja ta przeciągnie się np. do końca roku. Są oczywiście różne metody mobilizacji takich działań, ale jedna z nich wydaje się być najbardziej skuteczna, spokojnie można ją realizować: to polityka finansowa Wojewódzkich Funduszy Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Gminy, które nie realizują założeń ustawy, powinny znaleźć się poza listą beneficjentów NFOŚiGW oraz WFOŚiGW. Zarządy województw w swoich programach operacyjnych, a więc w przydzielaniu pieniędzy z funduszy europejskich, również mogą kontrolować sytuację: czy gminy prowadzą politykę proekologiczną, czy też nie. Jeżeli nie prowadzą, nie widzę powodu udzielania pomocy rozwojowej.

No to mamy kij. A marchewka?

Ważne, żeby w dziedzinie koniecznych inwestycji gminy nie zostały same. To również zadanie dla Funduszy oraz władz wojewódzkich: powinny gospodarkę odpadami uczynić jednym ze swoich priorytetów. I wydaje się, że w tej sprawie nie ma kontrowersji – gdy spojrzymy na stan gospodarki wodnej, ochrony powietrza i ziemi, sytuację w dziedzinie gospodarki odpadami, od razu widać, że byliśmy tu „barbarzyńcami”. Musimy to odrobić. I bariera w tej dziedzinie nie ma charakteru finansowego, tylko mentalny: ważniejszym problemem od pieniędzy na odpowiednie instalacje jest to, że nie przywiązujemy choćby śladowej uwagi do segregowania swoich śmieci.

Za kilka lat przewidywany jest gruntowny „przegląd” funkcjonowania ustawy. Rzeczywiście do niego dojdzie, czy też musimy się liczyć z tym, że zatwierdzone właśnie rozwiązania pozostaną na lata?

Zobaczymy. Jest kilka dróg takiej oceny. Pierwszą przygotowuje najczęściej Najwyższa Izba Kontroli, monitorująca wszystkie nowo wprowadzane rozwiązania ustawowe, po roku czy dwóch od ich wejścia w życie. Druga wiedzie przez parlament: tam dochodzą informacje z terenu, „to działa” albo „to nie działa”. Tam przygotowywane są wnioski, ekspertyzy, nowelizacje. I jak widać, takich nowelizacji jest wiele. Jest też, oczywiście, kontrola polityczna: ktoś staje do wyborów i albo ma „dorobek”, albo nie.

Najtrudniej jest zorganizować taki gruntowny, systematyczny przegląd wszystkich przepisów ustawy. Tym bardziej, że niektóre tematy – model służby zdrowia, podziału administracyjnego kraju, systemu wyborczego – to „nie kończące się opowieści”. Tu reformy trwają wiecznie i być może takim też tematem będą śmieci.

Jeżeli jednak doszłoby do wprowadzenia zmian w ustawie, co konkretnie może się jeszcze zmienić? Gdzie są te bardziej „wrażliwe” punkty ustawy?

Być może za kilka lat będziemy mieć nowe pomysły na rozwiązania mieszane, pozwalające na ustalanie stawek na podstawie innych wskaźników lub ich połączenia. Wiele może się też zmienić w zakresie wymuszania segregacji i minimalizacji ilości odpadów – tu zmiany mogą pójść w stronę dalszego zaostrzania wprowadzanych właśnie przepisów. Już teraz jest przecież obszerny fragment dotyczący kar dla tych, którzy mieszają odpady różnego rodzaju. Liczę jednak, że przez te lata swoje zdziała też edukacja, nowe standardy i wzorce zachowań. One mogą złagodzić potencjalne bardziej uciążliwe konsekwencje stosowania ustawy – i nie ukrywam, że na to właśnie liczę najbardziej.

Dziękuję za rozmowę.

 

*JANUSZ SEPIOŁ – szef senackiej Komisji Samorządu Terytorialnego i Administracji Państwowej, senator VII i VIII kadencji, były marszałek województwa małopolskiego

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY