Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 45.

piątek, 21 grudzień 2012 12:06

Samorządność reglamentowana

Napisane przez 

Samorządowcy liczą, że dojdzie do merytorycznej dyskusji na temat udoskonalenia ustawodawstwa, która miałaby przynieść większą autonomię jednostek. Stawką jest nie tylko ich stabilność finansowa, lecz, co być może ważniejsze, zrównoważone i świadome skutków, stanowione z udziałem wyobraźni, prawo.

W Europejskiej Karcie Samorządu Terytorialnego z r. 1985 czytamy:

„…samorząd terytorialny oznacza prawo i rzeczywistą zdolność społeczności lokalnych, w granicach określonych prawem, do kierowania i zarządzania zasadniczą częścią spraw publicznych na ich wyłączną odpowiedzialność i w interesie ich mieszkańców”.

Z tajemniczych powodów oficjalny, trójjęzyczny (po polsku, angielsku i francusku) dokument potwierdzający ratyfikację Karty przez Rzeczpospolitą Polską w dniu 26 kwietnia 1993 roku, pomija we fragmencie dotyczącym samej koncepcji samorządności (art.3 p.1) magiczne słówko „rzeczywistą” (capacité effective – fr.) i powiada, że oznacza ona „prawo i zdolność społeczności lokalnych”. Pewnie to przypadek, ale praktyka, wraz z wrodzoną podejrzliwością, zasiewa we mnie szczyptę wątpliwości związanych z pisaną bez cudzysłowu rzeczywistością.

Zasięg państwowego nadzoru

Ratyfikacja ratyfikacją, zaś realia podporządkowane rozmaitym uwarunkowaniom nie do końca przystają do pierwotnej, jakże pięknej idei, która widziała samorząd terytorialny jako działającą na szczeblu lokalnym lub regionalnym władzę publiczną, z własnymi wybieralnymi organami uchwałodawczymi i wykonawczymi, bez hierarchicznego jej podporządkowania władzy centralnej. W tym miejscu pojawia się pewien kłopot natury formalno-prawnej, bowiem kompetencje, zakres uprawnień samorządu terytorialnego, ograniczony do spraw regionalnych, jest wytyczany lub, mówiąc wprost, pochodzi od państwa. Mogłoby się zatem wydawać, że wynikający z prawa, centralny, państwowy nadzór sięga wyłącznie sfery legalności działań władzy lokalnej w zakresie dochodów, wydatków, realizacji wszelkiego rodzaju zadań. Elementarna logika wydaje się zatem podpowiadać, że rolą samorządu jest zastępować państwo wszędzie tam, gdzie z uwagi na większą i głębszą znajomość lokalnych, miejscowych warunków wypełni te zadania lepiej od państwa. Kłania się tutaj zasada subsydiarności, którą rozumieć należy prosto – władza publiczna nie powinna przeszkadzać obywatelom, grupom społecznym w podejmowaniu i realizowaniu własnych inicjatyw, czuwając tylko, by nie uchybiały one prawu. W interesującym nas układzie wynika z niej zatem, że wyższy szczebel władzy winien imać się jedynie tych zadań, których realizacji nie podoła, nie jest w stanie wykonywać skutecznie szczebel niższy. Tylko wówczas i jeśli czytać rzecz jak należy, jak każe prawo, nader częste manewry osłabiające opisaną wyżej zdolność budzić muszą wątpliwości. Mówiąc o manewrach, mam na myśli wcale bogaty arsenał środków, które dadzą się podzielić na miękkie (soft law) pod postacią wytycznych, rekomendacji i takich tam różnych zaleceń, poleceń, instrukcji oraz te twarde, czyli ustawy, rozporządzenia i zarządzenia. Dla porządku odnotujmy, że nie zawsze, i jedne i drugie pozostają w zgodzie z duchem ustawy zasadniczej czy ustawy o samorządzie terytorialnym. (dziś, po zmianach, ustawy o samorządzie gminnym).

W poszukiwaniu przyczyn kiepskiego stanu rzeczy wielu teoretyków podejmuje próby przeniesienia odpowiedzialności na dolną strefę społecznej hierarchii.

Partycypacja czy partykularyzm?

Ze wszech miar irytująca jest lektura dyrdymałów, z których ma wynikać, że mamy do czynienia z„deficytem udziału obywateli w sprawowaniu władzy” lub „brakiem społecznej mobilizacji i chęci wzięcia odpowiedzialności za funkcjonowanie wspólnot, regionów”, czego winowajcą  jest „garb poprzedniego ustroju, w którym monokratyczne struktury państwa kontrolowały każdy aspekt funkcjonowania wspólnot lokalnych”.

Ani mi się śni obrona minionego ustroju. Nie znaczy to jednak, że przystaję bez oporu na wątłą merytorycznie diagnozę socjologów od siedmiu boleści, którzy w imię mody lub koniunktury patrzą za siebie, a nie byli uprzejmi spojrzeć w dzień dzisiejszy, by dostrzec znaczną i żwawo rosnącą liczbę ruchów, zrzeszeń, forów, fundacji, które dowodzą istnienia społecznego zainteresowania realnym uczestnictwem w sprawowaniu władzy. Uczestnictwem, które nazwano uczenie partycypacją. Co się zaś tyczy, mało kto zwraca uwagę, że podlega ona wielu uwarunkowaniom, wśród których na szczególną uwagę zasługują, wywodzące się z politycznej sfery, od szczebla najwyższego po najniższy, prawne rozwiązania krępujące samorządność. Mam na myśli całkiem lokalne uwarunkowania wynikające ze znanego powszechnie „liczenia szabel” w radach gmin i miast, partyjne (bardziej trafnie chyba partyjniackie) gry, które niekiedy bardzo skutecznie zastępują społeczną partycypację - partykularyzmem. Nie da się wykluczyć, że to stamtąd właśnie płynie inspiracja do wspomnianych już opowieści o deficycie obywatelskiego udziału, braku społecznej mobilizacji i garbie niesłusznego ustroju. Toż to wymarzone usprawiedliwienie – wy, proszę elektoratu, nie umiecie, nie chce wam się, garb na grzbiecie pozbawił was inicjatywy i kudy wam do partycypacji? My, wybrańcy, zrobimy to za was, będziemy partycypować jak należy, ponieważ przyznaliście nam mandat a jeśli się uda, skoczymy może nieco wyżej i ani się obejrzycie, trafimy do prawdziwej polityki. Niżej się przecież sprawdziliśmy.

Tania popularność

Ograniczenia społecznego udziału w rządzeniu, biorą się czasami zwyczajnie, z prawa.   

Odbywa się to przy pomocy sprytnego zabiegu, polegającego na mnożących się ponad wytyczaną zdrowym rozsądkiem miarę ustawowych, nakładających szereg rygorów regulacjach, dotyczących władz lokalnych, przy jednoczesnym przenoszeniu coraz to nowych zadań oraz decyzji ze szczebla centralnego na lokalny. Zauważmy, że najczęściej nie towarzyszy tym delegacjom równoczesne przeniesienie środków finansowych lub dzieje się to w stopniu daleko niewystarczającym, zaś bez nich (o kasie mowa!!!) gest rozszerzenia samorządowych kompetencji okazuje się być jałową gierką „pod publiczkę”, obliczoną na zyski w postaci taniej popularności. Jak wynika z dwu ostatnich zdań, naprawdę taniej, choć wątpię czy zasłużonej, bowiem nie da się zaprzeczyć, że zła – a są tacy, którzy twierdzą, że dramatyczna - kondycja finansowa  polskich samorządów lokalnych bierze się z ich pogłębiającej się zależności od pozostających w dyspozycji państwa pieniędzy – dotacji, subwencji, wpływów podatkowych.

Od słów – do czynów

Banałem byłoby stwierdzenie, że zadania i wraz z nimi kłopoty, o których mówimy, dotykają z wielu stron i być może nawet w pierwszej kolejności, obszaru o szczególnej wrażliwości i znaczeniu, obszaru finansów. Obejmuje on sporo elementów, wśród których gromadzenie i wydatkowanie publicznych środków przez organy samorządowe i podległe im jednostki dotyczy detalicznie pobierania i gromadzenia dochodów, wydatkowania, finansowania deficytu, zaciągania szerokiego asortymentu zobowiązań angażujących publiczne pieniądze, zarządzania środkami i długiem publicznym.

Na tym właśnie polu zderzenie samorządności z rzeczywistością jest szczególnie ważne i, co tu ukrywać, szczególnie bolesne. Zadania muszą oznaczać wydatki. Te zaś już ogrodzono szeregiem barier prawnych i niewiele lub nic zgoła nie zapowiada ich usunięcia lub przynajmniej obniżenia.

Latem kończącego się wkrótce roku zaświtał pewien promyk nadziei (nie mylić ze światełkiem w tunelu), bowiem alarmujące nieprzerwanie od kilku lat samorządy uznały, że najwyższa pora przejść od słów do czynu i - powoławszy wcześniej Komitet Inicjatywy Ustawodawczej - złożyły do laski marszałkowskiej w dniu 5 lipca b.r. projekt zmian w ustawie o dochodach jednostek samorządu terytorialnego.

Zarówno wcześniejsze sygnały, jak i sama inicjatywa ustawodawcza, powinna być rozumiana jako naturalna reakcja na, już gołym okiem widoczne i pogłębiające się, zachwianie równowagi finansowej samorządów. To rezultat przeniesienia na samorządy większości zadań należących do niedawna do państwa, wśród których na pierwszym planie znalazły się pozycje dotyczące budowy dróg innych niż krajowe, infrastruktury, gospodarki wodno-ściekowej i obiektów użyteczności publicznej.

Konieczny dialog

Równocześnie z przeniesieniem zadań nasze władze centralne zadeklarowały władzom Unii Europejskiej wykorzystanie unijnych funduszów na przedsięwzięcia rozwojowe w wielu sferach, co też się w poważnej mierze stało.

Kłopot wszakże polega na tym, że nie dostrzeżono lub po prostu zapomniano o ważnym europejskim rygorze, który wymusza na beneficjentach tych funduszy współfinansowanie i realizowanie, już własnym sumptem, przedsięwzięć towarzyszących. Wlatach 2005 – 2011 władze centralne wprowadziły liczne zmiany ustawowe, które spowodowały zmniejszenie dochodów własnych jednostek samorządu terytorialnego. Jednocześnie przekazały im nowe zadania albo rozszerzyły zakres zadań realizowanych dotychczas bez odpowiednich zmian w dochodach samorządów.

Towarzyszyła temu, co jest sprawą osobną, rozbudowa do nieznanych dotąd rozmiarów aparatu kontrolnego czyli, nazywając rzecz po imieniu, powiększono biurokrację i liczbę jej funkcjonariuszy. Samorządom nie jest łatwo zmagać się z mnożącymi się obciążeniami. Co więcej, jest to walka nierówna, bowiem władza centralna, zbrojna w twarde i miękkie prawo, już przed pierwszym gongiem posiada przewagę. Samorządowcy liczą, że parlament i władze centralne podejmą zaproponowany przez Inicjatywę Ustawodawczą dialog i dojdzie do merytorycznej dyskusji na temat udoskonalenia ustawodawstwa i większej autonomii dla samorządów. Stawką jest nie tylkostabilność finansowa samorządów, lecz, co być może ważniejsze, zrównoważone i świadome skutków, stanowione z udziałem wyobraźni prawo.

Być może otworzy się wówczasszansa na odnalezienie społecznego poczucia podmiotowości, przywrócenia poczucia odpowiedzialności za siebie, za wspólnotę, za państwo. Może uda się także uniknąć całkiem realnego zagrożenia centralizacją, od której tak niedawno umknęliśmy, pokrzykując gromko: Nigdy więcej!!

Za kilka miesięcy nowa polska samorządność obchodzić będzie dwudziestolecie. To okazja, żeby kilka rzeczy przemyśleć na nowo i powrócić do źródeł, do idei samorządności rzeczywistej. To szansa wyjścia ze świata iluzji stymulowanej poczuciem ważności, płynącej z usytuowania wyżej na niepotrzebnej nikomu hierarchicznej drabinie.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY