Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 53.

piątek, 21 grudzień 2012 12:04

Sołtys kontra stereotypy. A to kobieta!

Napisane przez 

60 lat, ludowy strój na okolicznych imprezach, a w repertuarze - kujawiaczek. Aldona Piaskowska zmienia stereotyp kobiety z kół gospodyń wiejskich.

Z urodzenia jest karsiborżanką, a od ślubu z mężem Andrzejem, czyli 24 lata – kłębowiczanką i chociaż te dwie wsie – Karsibór i Kłębowiec (w gminie Wałcz, w powiecie wałeckim) − dzieli dystans zaledwie pięciu kilometrów, długo walczyła o… szacunek i akceptację w nowym środowisku.

Najpierw chciała zostać pielęgniarką, tyle że po szkole średniej w Złotowie (powiat złotowski, województwo wielkopolskie), kształcącej w tym zawodzie, długo nie mogła znaleźć pracy, więc prawdziwe powołanie odkryła u siebie wtedy, gdy została nauczycielką… wiejską. Ukończyła pedagogikę ogólną, bibliotekoznawstwo, teraz studiuje informatykę. W szkole, w rodzinnym Karsiborze, uczy dzieci od siedmiu lat.

Powołanie do aktywności

We wsi są dwa kościoły, parę domów, popegeerowskie bloki. Taki typowy krajobraz małej wsi z 900 mieszkańcami, ale szkoła ma imię… Unii Europejskiej. Uczęszcza do niej 250 dzieci, a że Aldona Piaskowska prowadzi bibliotekę i świetlicę, zna wszystkich uczniów. Po lekcjach dzieci przychodzą do niej na kółko fotograficzne. Słabszym pomaga podciągnąć się w nauce. Często spotyka się z nimi w świetlicy nawet w soboty. Zaczyna pracę w szkole o ósmej, ale kiedy jakiś dzieciak, przychodzi z prośbą o pomoc, nigdy nie wyciąga grafiku i nie mówi, że właśnie skończyła urzędowanie.

We wsi świetlica stała się miejscem wyjątkowo uczęszczanym. – Wystarczy zapalić światło i już zjawiają się dzieciaki – pani Aldona opisuje zmiany, jakie zaszły za jej sołtysowania. – W świetlicy było też realizowanych kilkanaście działań aktywizujących społeczność wiejską, głównie projekty Lidera Wałeckiego. Moje dotyczyły przede wszystkim dzieci: „Pożyteczne wakacje” w 2008 roku i „Pożyteczne ferie” w 2010 roku.

Od dziesięciu lat, czyli trzecią kadencję, jest sołtysem. − Wystartowałam zupełnie przez przypadek, potrzebny był kontrkandydat – wspomina pierwsze wybory Aldona Piaskowska. – Ktoś zaproponował moją kandydaturę i, bez nachalnej kampanii, wygrałam. Śmieję się, że mi się to wtedy nawet spodobało. Tak zaczęłam działać.

O początkach w samorządzie mówi, że było trudno, szczególnie, kiedy trzeba było coś załatwić w gminie: − Przyszła jakaś młoda i czegoś chce. No i słyszę, że: − Nie! − A czemu nie? − Bo nie!

Szczególny dar przekonywania radnej

Ludzie we wsi mnie zaakceptowali i zaczęli okazywać poparcie, więc po czterech latach wzięłam udział w wyborach do rady gminy. Niemal trzykrotnie, gdy chodzi o liczbę głosów, zdystansowałam drugiego kandydata. W 2010 r. ta różnica się zmniejszyła − do dwukrotnej przewagi.  

W radzie gminy Wałcz zasiada dziesięciu mężczyzn i pięć kobiet. Bez parytetów osiągnęły jedną trzecią głosów. A jak to się ma do rzeczywistości? Kiedy w gminie organizuje się zawody strażackie, jest na nich dziesięciu radnych, jak festiwal potraw tradycyjnych – piętnastu.

Kiedy ma podsumować sukcesy siebie jako radnej, mówi przewrotnie, że decyduje o nich… dar przekonywania. Tyle że na ten dar pracuje i to dosłownie. Kiedy mieszkańcy Kłębowca idą naprawiać ławki, kopać dołki albo jeszcze coś cięższego, też zakasuje rękawy i pracuje razem z nimi.

W radzie została przewodniczącą Komisji Budżetu i członkiem Komisji Oświaty. Kiedy rada w zdecydowanej większości głosowała za uspołecznieniem trzech szkół na terenie gminy, była przeciw: − Zmienią się warunki finansowe nauczycieli i część z nich zrezygnuje z pracy. Ostatnio obserwuje się taką nagonkę na nauczycieli, jakby to była ich wina, że samorządy dostają za małą subwencję na prowadzenie szkół. Rząd zleca zadanie do realizacji samorządowi, nie dając mu na to wystarczających środków, czyli załatwia kwestię edukacji w białych rękawiczkach, bo pretensje z powodu negatywnych zmian w szkołach będą kierowane potem do samorządowców. Gmina zaś musi szukać oszczędności. I szuka.

Animatorka kultury

Aldona Piaskowska mocno angażuje się w Kole Gospodyń Wiejskich.

– Kłębowickie, podobnie jak inne koła, powstało zaraz po wojnie – opowiada jego historię. My nie mamy tutejszych korzeni. Nasi dziadkowie czy rodzice tu przyjechali, najczęściej ze Wschodu, z terenów dzisiejszej Litwy, Białorusi czy Ukrainy. Dlatego nie wykonujemy w kole tradycyjnych pieśni, nie mamy charakterystycznych dla regionu strojów ludowych. Bardziej nasze wspólne działanie skupia się wokół potraw czy talentów plastycznych. Do końca lat 80., dzięki dofinansowywaniu przez gminę, koło mogło się rozwijać. Zastój nastąpił w latach 90. Dopiero od 2006 r. jego działania wspiera Lider Wałecki. Kobiety dokształciły się na animatorów kultury, zaczęły pisać projekty, a te z kolei zaczęły przyciągać ludzi. Panie spotykają się raz w tygodniu, ale i zawsze wtedy, gdy jest potrzeba.

Przez gotowanie do serca

W 2008 r. ruszył w Kłębowcu Pierwszy Festiwal Potraw. Przyjechało osiem kół gospodyń wiejskich z tej samej gminy.

Raz w roku gospodynie uczestniczą w szczecińskich Dniach Dziedzictwa Kulturalnego.

– To naprawdę duża, regionalna impreza. Jedną z atrakcji jest… gotowanie na scenie. Podczas Dni Dziedzictwa w 2011 r. stanęłyśmy do rywalizacji z drużynami reprezentującymi osiem prestiżowych restauracji. Wówczas przyznano nam trzecie miejsce – wymienia sukcesy koła A. Piaskowska.

− W jury, co warto podkreślić, zasiadała Hanna Szymanderska, autorka popularnych książek kulinarnych. Gospodynie mają też na swoim koncie pierwsze miejsce za produkt tradycyjny – czarmun z czarnej porzeczki z cynamonem.

W 2010 r. w Ostrowcu (gmina Wałcz) odbyły się Pierwsze Zachodniopomorskie Spotkania Kulinarne, sfinansowane przez Program Rozwoju Obszarów Wiejskich. – Udało się zorganizować naprawdę dużą imprezę, na którą przyjechali goście z całego województwa – wspomina to wydarzenie Aldona Piaskowska. – Takie jedno wielkie gotowanie pod namiotem. Największym organizacyjnym problemem, logistycznie trudnym do przeprowadzenia, było… ściągnięcie kuchenek gazowych ze wszystkich świetlic w okolicy. W czasie spotkania, poza warsztatami na temat tradycyjnych potraw, odbył się konkurs kulinarny, a gospodynie z niejednego koła przygotowały dwie, a nawet trzy potrawy. Najgorzej było z komisją, która musiała wszystkiego spróbować.

Teraz te kobiety, które gościnnie wtedy przyjechały do Ostrowca, rozpoznają mnie, nawet jeśli spotykamy się w innym zakątku Polski.

Dla innych

W tamtym roku Aldona Piaskowska wzięła na siebie organizację Trzeciego Zachodniopomorskiego Kongresu Odnowy Wsi, który odbył się w Ośrodku Jeździeckim w Kołatniku. Sala miała typowo wiejski wystrój, była ustrojona dożynkowymi wieńcami. Pomagały jej kobiety ze wsi.

Od 2010 r. dorocznie, w maju, uczestniczy w Ogólnopolskich Spotkaniach Organizacji Działających na Obszarach Wiejskich w Marózie. – Na takich spotkaniach „łapie” się pomysły i… pieniądze – śmieje się. – Tak, dzięki nawiązywanym kontaktom, otrzymałam dofinansowanie z Fundacji Wspomagania Wsi na ferie dla dzieci.

Kolejny projekt miał zupełnie inny charakter. W Kłębowcu jest stary, osiemnastowieczny cmentarz ewangelicki, wpisany w 1985 roku przez wojewódzkiego konserwatora do rejestru zabytków. Trzeba było go uporządkować. Wyciąć stare drzewa, podnieść krzyże. Zaktywizowała do pracy pół wsi. Teraz, po „ogarnięciu” go, jak mówi, to miejsce spacerowe.

Kiedyś realizowała projekt, który miał przekonać mieszkańców Kłębowca do sortowania śmieci. Dzieci w świetlicy zrobiły ulotki i plakaty z wypisanym kodeksem ekologicznym i wszyscy razem przeszli przez wieś.

Ciągle nowe wyzwania

– Moim nowym wyzwaniem jest pomoc osobom starszym. W środowisku wiejskim trudno ich było zaktywizować, ale najważniejsze, że znaleźli się chętni. W poniedziałek dla ponaddwudziestoosobowej grupy „sześćdziesiąt plus” prowadzi w szkole kółko informatyczne. Osoby, które na nie przychodzą, założyły już sobie pocztę mailową, potrafią się zalogować i wysłać e-mail. Projekt „Aktywizacja po 60. roku życia” jest wspierany przez Ministerstwo Pracy.

Tyle jest w gminie wydarzeń, spotkań z ludźmi i pomysłów, że raz zgłosiła na swojej komisji w radzie potrzebę wydawania gminnej gazetki. Propozycja się nie przyjęła. − Jako drugi mówił o tym radny z Czechynia i widać miał większą siłę przekonywania, bo tak powstały „Wieści Gminne”, a ja podjęłam się ich redagowania – opisuje swoje kolejne zajęcie A. Piaskowska. – Redaguję je wieczorami i nocami. Czytam wszystkie wiadomości, gdzieś coś usłyszę, to też zamieszczam, piszę o ludziach, których znam, a na deser zostawiam zdjęcie, np. jak któryś z włodarzy zajada się pierogami i… dopisuję do niego historyjkę.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY