Wydawnictwo Publicus Sp. z o.o.
04-260 Warszawa, ul. Jedwabnicka 1
tel/fax: +48 22 610 10 99 w. 26
Bank Zachodni WBK SA XVII Oddział Warszawa 
08 1090 1753 0000 0001 1981 0954

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 51.

piątek, 21 grudzień 2012 11:56

Budżet samorządów: Walka o pieniądze

Napisane przez 

Rok 2012 minął w rytmie zażartej batalii o środki. Samorządy zarówno równoważyły budżety, jak i inwestowały na bazie funduszy krajowych i unijnych. Ale – choć zaprezentowane przez ministerstwo finansów wyniki „w terenie” wyglądają całkiem nieźle – poza wielkimi miastami dominuje w Polsce niepokój o przyszłość.

Dane publikowane w listopadzie i grudniu przez resort finansów kreślą optymistyczny obrazek: po pierwszych trzech kwartałach 2012 roku jednostki samorządowe w Polsce miały nadwyżkę rzędu 7,12 mld złotych – przy planowanym deficycie wysokości 13,5 mld. Co więcej, deficyt ten na koniec roku może się okazać znacznie niższy. Dochody osiągnęły łączną kwotę 131,06 mld – o 4,3 proc. więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Zrealizowane dochody własne (63,43 mld zł) były z kolei wyższe o 5,1 proc. W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2012 roku niemal 83 proc. samorządów było na plusie: ich dochody były wyższe niż wydatki. Na grudniowej konferencji prasowej Marianna Borowska z Departamentu Finansów Samorządu Terytorialnego Ministerstwa Finansów poinformowała też, że zadłużenie samorządów po trzech kwartałach sięgnęło sumy 64,7 mld zł.

Globalnie – nieźle, lokalnie - trudniej

- Z danych ze sprawozdań jednostek samorządu terytorialnego wynika, że globalnie sytuacja finansowa jednostek nie jest zła. Wskaźniki są zachowywane, dochody wzrosły – mówiła Borowska. – Natomiast w indywidualnych przypadkach to może wyglądać różnie. Są samorządy, które borykają się z trudnościami, mają problemy z płynnością finansową, występują do ministra finansów o pożyczki na programy naprawcze – podkreśliła. Przyczyny takiego stanu rzeczy bywają różne: samorządy przeinwestowują, bywają zmuszone do wzięcia na siebie zobowiązań, np. po likwidowanych ZOZ-ach, a w przypadku powiatów to m.in. konieczność zwrotu środków pobranych z tytułu wydawanych kart pojazdów.

Jednak z perspektywy polskich samorządowców sytuacja nie wygląda już tak różowo. – Nigdy nie miałem tylu sygnałów od kolegów, zwłaszcza ze ściany wschodniej, żeby wspomóc ich choćby na kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy złotych, bo pod koniec roku mają trudną sytuację – mówi nam Krzysztof Iwaniuk, wiceprzewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP oraz członek Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego. – W przyszłym roku możemy mieć coraz większy kłopot z wchłanianiem pieniędzy przez samorządy, a to dotknie wszystkich. Ale też nierównomiernie: dysproporcje między poszczególnymi jednostkami – dużymi i małymi miastami, miastami a wsią, itd. – rosną. Niektórzy, nie z własnej winy, nie mają szans na szybki i samodzielny rozwój, coraz trudniej więc mówić o samorządności. Oczekując pogłębionej spójności od Unii, zapominamy, że polityka spójności powinna obowiązywać też w samym kraju – ocenia.

- Rząd częstuje nas kolejnymi zobowiązaniami, ale nie dokłada przy tym kompetencji – podkreśla w rozmowie z Magazynem Samorządowym „GMINA” Stanisław Gnosowski, wójt gminy Brojce na Pomorzu. – Weźmy choćby dodatki mieszkaniowe. Do pewnego momentu były na nie środki w budżecie państwa, potem się skończyły i w tej chwili w stu procentach dodatki te są oparte na budżetach gmin – dodaje. Kolejnym jego zmartwieniem jest projekt wprowadzenia podatku dochodowego dla rolników, mającego zastąpić podatek rolny. Choć miałby on obowiązywać już od 2014 roku, na razie nie wiadomo, czy stosowna ustawa zostanie uchwalona w terminie i jakie dokładnie rozwiązania będzie zawierać.

Bariera: udział własny

Skoku cywilizacyjnego, jakiego dokonała ta, również gminno-powiatowa Polska w ostatnich latach, nie sposób kwestionować. Jednocześnie jednak samorządowcy nie ukrywają, że był on możliwy zwłaszcza dzięki funduszom unijnym. – Jedno kryterium jest kluczowe: o udanym dofinansowaniu można mówić wtedy, gdy pozyskuję dużo pieniędzy, a nie zwracam nic. I nam się udaje – zaznacza w rozmowie z nami Eugeniusz Góraj, burmistrz Rawy Mazowieckiej. – Mamy wnioski, m.in. na infrastrukturę edukacyjną, na 8 milionów złotych. Powinniśmy zakończyć projekt w przyszłym roku. Na liście rezerwowej oczekuje też wniosek na rewitalizację jednego z osiedli. 2013 rok powinien być pod względem finansowym okresem „tłustym”.

Istnieje jednak problem, który dla wielu gmin stanowi barierę nie do przeskoczenia: udział własny. – Pieniądze w Brukseli może i są, ale my możemy nie być w stanie „postawić” do każdego projektu tych 25-30 procent wkładu własnego – mówi Stanisław Gnosowski. – Na dodatek mieszkańcy często mówią: przecież Unia daje. Ale to nie takie proste. Na początek trzeba przecież aplikować, zdobyć środki, podpisać umowę. Potem zrobić przetargi i zapłacić wykonawcy. I do tego gmina musi mieć 100 procent funduszy na zapłatę, a zwrot dotacji następuje dopiero później. W naszym przypadku było to czekanie przez dziewięć miesięcy. Wyczekałem i dostałem zwrot, ale ten 9-miesięczny okres był dla nas bardzo trudny – opowiada.

Perspektywa nowej perspektywy

Co gorsze, jak spodziewają się samorządowcy, w kolejnej perspektywie finansowej UE – kluczowej z punktu widzenia m.in. funduszy, z których korzystają polskie samorządy – mogą zostać zapisane cięcia wydatków lub podniesienie wkładu własnego, nawet do progu 40-50 proc. – Tymczasem niektóre samorządy są bardziej zadłużone niż przed poprzednią perspektywą finansową UE – mówi Krzysztof Iwaniuk. – Ze względu na ograniczenia deficytu i nową ustawę o finansach publicznych, nie mają możliwości dalszego kredytowania się na udział własny do zewnętrznych środków. Więc może się zdarzyć, że uda się ocalić i zarezerwować te fundusze, ale my z nich nie skorzystamy – podkreśla.

A skala potencjalnych inwestycji może iść w dziesiątki milionów. – Przez dwa ostatnie lata w same drogi poszło u nas 60 milionów złotych, również w oparciu o fundusze unijne – wylicza w rozmowie z „GMINĄ” Eugeniusz Berezowiec, burmistrz Bielska Podlaskiego. – Ale są rozmaite ograniczenia, wskutek których np. musimy zapewnić 50 proc. funduszy na dane zadanie. I tak, gdy projekt w dokumentach jest szacowany na 16 mln zł, w przetargu schodzi do 11 mln, a dotacja na niego potrafi sięgnąć jedynie 3 mln – szacuje.

Ale bywało też lepiej. Przykładowo, na terenie gminy Brojce władze powiatowe zrealizowały w tym roku projekt modernizacji mostu na drodze powiatowej. Jak szacuje wójt Gnosowski, wartość projektu sięgnęła około miliona złotych, a z tej sumy powiat zdobył w Brukseli około 700 tysięcy. – Tylko ta biurokracja jest straszna – narzeka. – Jednak, kto daje, ten stawia warunki. Tyle że widzę, jak mi szafy z papierami puchną, a ja muszę pilnować, żeby mi ich żadna myszka nie pogryzła, bo niektóre muszą leżeć na wypadek kontroli pięć, dziesięć, albo i więcej lat. Niby mamy informatyzację, ale każda decyzja musi być na papierze i z podpisem – śmieje się.

2013. Rok inwestycji

Trudności i obawy to jedno, ale żaden z pytanych przez nas samorządowców nie ma zamiaru zwalniać tempa. Od ambitnych projektów aż się roi.

- W 2012 roku oddaliśmy wyczekiwaną od lat krytą pływalnię, wybudowaną kosztem 29 mln złotych. Wszystko na wysoki standard, z dostosowaniem dla osób niepełnosprawnych i spa – wspomina burmistrz Eugeniusz Góraj. – W przyszłym roku takich inwestycji będzie nawet więcej. Jesteśmy na półmetku zakończenia pierwszej fazy gospodarki wodno-ściekowej, w tym modernizacji oczyszczalni i przepompowni ścieków, wszystko kosztem 82 mln złotych. W Rawie Mazowieckiej powstanie też żłobek – jako pierwszy element większego kompleksu - centrum wspomagania rozwoju dziecka oraz pomocy osobom niepełnosprawnym i starszym. – Jesteśmy na etapie koncepcji. Zastanawiamy się, czy na 100 czy na 125 miejsc? – mówi Góraj. – Ponadto, po fazie gospodarki wodno-ściekowej muszę przystąpić do rewitalizacji i to będzie dla mnie najważniejsze zadanie na lata 2014-2020, stąd sytuacja w UE ma dla nas kluczowe znaczenie – dodaje.

Bielsk Podlaski ma inne priorytety. – Staramy się o środki na budowę Bielskiego Domu Kultury – mówi Eugeniusz Berezowiec. – Ale mamy też dokumentację na halę sportową. Będziemy również otwierać trzecią już na naszym terenie fabrykę domów. W pierwszej powstają konstrukcje na wzór domów kanadyjskich. Druga tworzy piętrowe domy dla Norwegów. Ta trzecia również będzie produkować na potrzeby Skandynawów: Finów i Norwegów – opowiada.

W mniejszych gminach projekty tylko pozornie są mniejsze. – Mamy 12 milionów budżetu, więc jakie tu projekty mogą być – zastrzega pół żartem, pół serio wójt Gnosowski. – Ale w tej chwili mamy, jak dla mnie ogromny, projekt wodociągowy na 5 milionów. Za 1,3 mln realizujemy też projekt „Rozbudzić pasję w szkołach”. Znalazł się również inwestor, który chce rozbudować biogazownię, tak by uzyskać 1 MW prądu. A co najważniejsze, chce zagospodarować gnojowicę z okolicznej fermy trzody chlewnej – wylicza. Gdy tylko gmina uzyska pozwolenie na budowę, ruszą prace nad dokumentacją potrzebną do podłączenia okolicznych obiektów do biogazowni. – To ciepło z kogeneracji, z gorącej wody spadowej, a więc w miarę tanie. Zabezpieczy osiedle, budynki gminne, szkołę, salę gimnastyczną, budynek urzędu. A jak inni mieszkańcy zobaczą, że jest tanio, może również podłączą się właściciele posesji – mówi Gnosowski.

W Terespolu natomiast, po zażegnaniu problemów budżetowych, myśli się przyszłościowo. – Teraz planujemy jeszcze trochę siłą rozpędu – twierdzi Krzysztof Iwaniuk. – Nasze najważniejsze potrzeby są zaspokojone, ale marzy nam się wejście w programy energetyki odnawialnej: energia solarna, fotowoltaika. Chcielibyśmy wytwarzać własną energię, zwłaszcza słoneczną, chociaż ze strony posiadających sieci przesyłowe spółek skarbu państwa napotykamy bariery. Ale nie ma wyjścia, energia już jest droga i nie chcemy tylko oszczędzać, ale też mieć własne źródła prądu – dodaje. To zresztą nie wszystko: na liście potencjalnych projektów są też: mała retencja, segregacja odpadów, biogazownia, wzmacnianie służb komunalnych.

Mariusz Janik

***

Pewnym pocieszeniem dla samorządowców może być przynajmniej fakt, że w budżecie na rok 2013 przewidziano nieco większą niż w 2012 r. – o 2,7 proc. – subwencję ogólną dla samorządów. Na ich potrzeby rząd przeznaczył 51,5 mld zł subwencji oraz 17,6 mld zł dotacji. Jednak największa część planowanej subwencji będzie przeznaczona na oświatę, a więc na cele, które nie są dziś dla samorządowców najważniejszym wśród priorytetów. Po części jest to jednak wynik podwyżki wynagrodzeń nauczycielskich, która „przeszła” na rok 2013.

Z kolei z puli dotacji blisko 70 proc. ma trafić do gmin, a ponad 26 proc. – do powiatów. W tym pierwszym przypadku pieniądze są przeznaczone na politykę z zakresu pomocy społecznej. Powiaty mogą wydać dotacje na - przede wszystkim - bezpieczeństwo publiczne i ochronę przeciwpożarową (41 proc.), ochronę zdrowia (27,3 proc.). Poza tym województwa będą korzystać z liczących 922 mln zł środków przeznaczonych zwłaszcza na dopłaty dla przewoźników realizujących krajowe połączenia (z tytułu obowiązujących ulg) oraz na budowę i utrzymanie systemu melioracji.

Podstawowy problem polega jednak na tym, że budżetowe pieniądze nie zaspokoją potrzeb związanych z dalszym rozwojem i inwestycjami samorządów. Pozwolą jedynie zapewnić środki na bieżące potrzeby. Po to, by móc znowu myśleć perspektywicznie, samorządowcy będą musieli przetrwać kolejny rok – z punktu widzenia zawartości ich portfeli będzie on kluczowy zarówno w skali samej Polski, jak i całej Unii Europejskiej.

Lock full review www.8betting.co.uk 888 Bookmaker

PARTNERZY